niedziela, 23 sierpnia 2015

Nie ma przeszkody nie do pokonania!

Zbliża się nowy rok szkolny, a ja z przestrachem patrzę na to, jak zaniedbałam bloga... Mam nadzieję, że nigdy w swoim życiu nie ujrzę takiego zaniedbania w sprawach prowadzonej przeze mnie służby w moim Kościele. Ale to, że nie zaniedbałam szkółek niedzielnych zupełnie mnie oczywiście nie usprawiedliwia: zaczęłam prowadzić tego bloga, bo w sprawie zajęć biblijnych dla dzieci internet świeci pustkami, to też jest jakaś moja służba i powinnam się z niej wywiązywać... No to tyle samokrytyki, lepiej już zacznę się poprawiać i napiszę coś konkretnego:

Mamy w kościele dość ciężką sytuację lokalową. Ponieważ wynajmujemy pomieszczenie od innego kościoła, a cały poprzedni rok szkolny trwał remont głównych pomieszczeń, zostaliśmy szkółkowo - i nie tylko - stłoczeni z gospodarzami. W związku z tym na przykład - w kwestii szkółkowej - mieliśmy do dyspozycji jedną małą salkę na dwie nasze grupy dzieci i jedną grupę z kościoła, który nam salę wynajmuje. Musieliśmy przez to scalić dzieci w jedną grupę i kończyć szkółkę w połowie kazania. To było trudne, ale przetrwaliśmy.

Remont miał się skończyć we wrześniu, ale już dziś wiadomo, że potrwa jeszcze do końca listopada. Co zatem zrobić dalej? W sytuacji, kiedy dzieci obecne nam urosły i przyszły nowe, a co za tym idzie mamy teraz materiał na trzy grupy, w każdej co najmniej czwórka dzieci, najmłodsze w momencie rozpoczęcia roku szkolnego będzie mieć 2 i pół roku, a najstarsze 12? I jeśli faktycznie do końca listopada skończy się remont i dostaniemy większą salę na nabożeństwa i - być może - nawet dwa małe pomieszczenia? Co zrobić z tymi dziećmi do grudnia?

Ja się martwiłam. Nie wiedziałam co z tymi dziećmi do końca roku począć. Podzielić się nie da, całej grupy prowadzić też się na dłuższą metę też się nie da. A do tego żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało: na rzekome trzy grupy, nie dość, że do grudnia mamy jedno malutkie i zagracone pomieszczenie, to jeszcze mamy trzy, w porywach do czterech nauczycielek...

Ale jak mówił mój poprzedni pastor (Wojciech Walaszczyk, pastor Chrześcijańskiej Społeczności Winnica), od martwienia się problemy się nie rozwiązują, to razem z moją Siostrą wymyśliłyśmy plan idealny. A ponieważ mamy wielką wiarę jest to plan na - od stycznia - największą możliwą liczbę grup i największą możliwą liczbę salek do dyspozycji. Do grudnia natomiast - trzeba przeczekać. Plan jest prowizoryczny, faktycznie na przeczekanie - za to chyba żadna grupa szkółkowa nie będzie miała tak dobrze jak my w tym roku przygotowanego dziecięcego przedstawienia bożonarodzeniowego, bo zaczniemy je ćwiczyć już na początku listopada!

Wiem, ze w każdej kwestii sama modlitwa nie wystarcza - Pan Bóg odpowiada na nasze modlitwy wtedy, kiedy my wykonamy swoją pracę. Część tej pracy już wykonałam: plan jest wymyślony. Muszę jeszcze przedstawić go obecnym nauczycielkom, a także do stycznia znaleźć co najmniej trzy osoby, które będą chętne pracować z najmłodszymi i średnimi dziećmi. I tu jest miejsce na Boże działanie: potrzebuję Jego wsparcia przy otwieraniu serc kandydatów i jednomyślności w trakcie rozmowy z obecnymi nauczycielami.

Zatem wszystkich, którzy to czytają proszę o modlitwę. Pomożecie?

środa, 10 czerwca 2015

Porozmawiajmy: Jak się modlić razem z dzieckiem?

Jedna z czytelniczek zapytała mnie w komentarzu czy mogłabym napisać o tym jak powinno się modlić...
Może dałabyś się namówić na post "jak powinna wyglądać modlitwa?" - przykładowo jakie modlitwy, czy rozmowa z PB itd. wszędzie jest że modlimy się wieczorem ale jak to robić - tego nie ma.
Przyznam szczerze, że nie jestem ekspertem od modlitwy. I zawsze jak muszę pomodlić się głośno to mnie to stresuje. Bo nie należę do tych, co to są wielomówni jak poganie ;) Szczęśliwie jest to blog o dzieciach, więc pytanie - tak zakładam - też jest o to jak modlić się z dziećmi. A tutaj już coś mogę powiedzieć.

Źródło
Ogólnie przyjęło się dzielić modlitwę na cztery części:

  1. Wielbienie
  2. Dziękczynienie
  3. Przepraszanie/Wyznawanie grzechów
  4. Prośby
I przyjęło się również, żeby utrzymywać tę kolejność.

Ma to logiczny sens - przecież gdybyśmy mieli audiencję u króla to nie wypalilibyśmy od razu "królu, daj nam więcej ziemi i zmniejsz podatki" - króla trzeba najpierw, przed taką prośbą, przebłagać. I chociaż nasz Król nie wymaga już od nas przebłagalnych ofiar, bo najważniejszą ofiarę złożył za nas na krzyżu Jezus Chrystus, to i tak wypalenie od początku modlitwy "Panie Boże daj mi nową pracę" jest odrobinę niegrzeczne. Nawet z koleżanką nie zaczynamy rozmowy od "daj mi", więc Bogu tym bardziej należy się szacunek.

Jeśli jednak rozmawiamy o modlitwie dziecięcej to tu najważniejsze jest zrozumienie. Jako dziecko kompletnie nie rozumiałam o co chodzi z tym wielbieniem. Bo przecież Pan Bóg chyba wie, że jest wielki i wspaniały, i miłosierny? Kierując się tym przy modlitwie z dziećmi łączę zawsze dwa pierwsze elementy, czyli na przykład zamiast mówić "Boże, Ty wszystko widzisz" modlimy się "dziękujemy Panie Boże, że zawsze się nami opiekujesz i zawsze na nas patrzysz". Albo zamiast mówić "Boże, jesteś miłosierny" - "dziękujemy, że nas kochasz". To pozwala na oswojenie boskich cech, przekłada je na bardziej zrozumiałe dla dzieci działania ze strony Boga.

Dalej jest już prosto, ale postaram się to jakoś usystematyzować... Na przykład w 5 zasad modlitwy z dzieckiem:
  1. Módlcie się własnymi słowami. Dziecko musi rozumieć o czym mówisz i dlaczego. Musi mieć to odniesienie do jego własnego życia, do konkretnych, nieoddalonych w czasie zdarzeń.
  2. Używaj prostego języka. Wzniosłe słowa zostaw zawsze na czas swojej własnej modlitwy. Zawsze dostosuj język do poziomu dziecka.
  3. Pierwsze modlitwy zapewne, drogi rodzicu, wykonasz samodzielnie. Być może, z czasem, dziecko zachce modlić się samo, ale na pewno nie należy go popędzać. Proponować - tak. Zastanawiać się przed modlitwą o czym chcemy porozmawiać z Bogiem - owszem. Zachęcać do tego by mówiło "Amen" jeśli się zgadza - jak najbardziej. Ale nie zmuszać. Wszystko przyjdzie w swoim czasie, najważniejszy jest przykład. O tym, co jeśli dziecko nie chce się modlić pisałam TU.
  4. No właśnie - zanim zaczniecie się modlić - porozmawiajcie. Zapytaj dziecko co je dziś ucieszyło, zasmuciło, czy zrobiło coś źle i się tym martwi, czy chciałoby czegoś. Jeśli dziecko samo nie wiem - pomóż, podawaj przykłady: "może chciałbyś podziękować Panu Bogu, że byłeś dziś u kolegi?", "myślę, że powinieneś przeprosić Pana Boga za swoje dzisiejsze zachowanie przy kolacji...(plus konkret)", "chciałabyś poprosić Boga o ładną pogodę na jutrzejszy piknik?".
  5. Potraktuj modlitwę z dzieckiem jak rozmowę miedzy dzieckiem, tobą i innym dorosłym. Dziecko może się wstydzić, być może coś powie, a może ograniczy się do kiwania głową. Z czasem będzie śmielsze, samo będzie wymyślać za co można podziękować i o co poprosić. Dajcie sobie czas i nie martwcie się. Bóg na pewno zrozumie co dziecko chciało mu powiedzieć!
Pamiętaj, że dziecko może dziękować za wszystko i prosić o wszystko co przyjdzie mu do głowy. Niezależnie jak absurdalne będą to dla ciebie rzeczy - ono ma do tego prawo. Na przykład mój syn dziękował dziś Panu Bogu za to, że całkiem nowy młodszy braciszek jego kolegi, którego byliśmy dziś oglądać ma łóżeczko. Dlaczego? Nie wiem, nie rozumiem. Ale nie muszę, ważne, że rozumie go Pan Bóg.

Krok po kroku: Scenariusz lekcji o małym Jezusie w świątyni

Nie jest tajemnicą, że pisanie ostatnio mi nie idzie. Mam ciężki okres i szczerze powiedziawszy, ledwie ogarniam życie codzienne. Szkółka szczęśliwie działa dobrze, wszystko jest jako tako poukładane, a moi współpracownicy są mi nieocenioną pomocą. No ale blog niestety leży odłogiem za co przepraszam. Nie chcę go jednak kasować, bo mam nadzieję, że wrócę do regularnego pisania. Na razie będę wrzucać co jakiś czas coś nowego, a także zachęcam to zaglądania do wcześniejszych notek, możecie łatwo odnaleźć to co Was interesuje w kategoriach.

Dziś natomiast mam dla was scenariusz lekcji biblijnej - taki gotowiec, jak trzeba się na szybko przygotować, bo ktoś nawalił :)

Mały Jezus w Świątyni

Tekst biblijny: Łuk. 2:39-52

Główna prawda: Każdy powinien się uczyć.Ta historia mówi nam o tym, że każdy, nawet sam Pan Jezus musi się uczyć. Dzieci odkryją dzięki niej, że był On takim samym dzieckiem jak one i też „chodził na szkółkę”, gdzie dowiadywał się różnych rzeczy o Bogu.
Należy też zwrócić uwagę na to, że Jezus słuchał uczonych w piśmie, a także odpowiadał im, prowadzili więc rozmowę – to dobra okazja, żeby omówić z dziećmi to jak powinno się zachowywać podczas rozmowy (nie przerywać sobie nawzajem, słuchać co mówi druga osoba, odpowiadać na pytania w przemyślany sposób). Pomoże w tym zabawa w telefony (patrz niżej).

HistoriaNajprostszym sposobem przekazania historii biblijnej jest opowiadanie z równoczesnym pokazywaniem obrazków (na przykład z Biblii dla dzieci). Obrazki powinny być co najmniej trzy:
Jezus wraz z rodzicami w drodze do Jerozolimy.
Maria i Józef w drodze powrotnej orientują się, ze nie ma z nimi Jezusa.
Maria i Józef znajdują Jezusa w Świątyni.
Każdy z obrazków szczegółowo omawiamy. Możemy też zadawać dzieciom pytania o to, co dostrzegają na ilustracjach. Powinniśmy wplatać w poszczególne części opowiadania to, na co chcemy zwrócić szczególną uwagę dzieci, czyli główną prawdę.
Przy opowiadaniu historii możemy posłużyć się też innymi pomocami – na przykład flanelografem lub kukiełkami, możemy tez odegrać wraz z dziećmi scenkę. Ogranicza nas tylko wyobraźnia.

Omówienie historiiJest to czas na to by porozmawiać z dziećmi o tym, czego uczy nas ta historia.
Pozostając jeszcze w tym samym miejscu, w którym dzieci słuchały historii, przypominamy, że nawet Jezus, syn Pana Boga, nie wiedział od razu wszystkiego i też, tak jak inne dzieci musiał się uczyć. Zwracamy uwagę dzieci na to, że zadawał pytania, słuchał, a także sam odpowiadał – możemy na tej podstawie ustalić reguły, według których powinno się rozmawiać, na przykład w formie obrazkowej.
Również w tej części zajęć sprawdzamy ile dzieci zapamiętały. Robimy to podczas przygotowań do zajęć plastycznych – kiedy dzieci zajmują miejsca przy stole, a nauczyciel rozdaje materiały jednocześnie może zadawać pytania, na przykład:
Przypomnij mi, dokąd szedł Jezus z rodzicami?
A dlaczego tam szli?
I co się później stało?
A gdzie znaleźli go, jak wrócili do Jerozolimy?
A pamiętacie co tam robił? Z kim rozmawiał?

Praca plastycznaMateriały:po 2 kubeczki jednorazowe na każde dziecko,
pisaki lub naklejki do dekoracji,
nożyczki,
sznurek.
Praca polega na zrobieniu z dwóch kubeczków i sznurka telefonu. Kubeczki ozdabiamy, nauczyciel w każdym kubku robi dziurkę w dnie, przez którą przeciąga sznurek, łącząc w ten sposób obie kubeczkowe słuchawko-mikrofony ze sobą niby-kabelkiem. Jeśli mamy na to czas, dzieci mogą wypróbować telefony między sobą.

PiosenkaSłuchaj co dzień (z płyty Bóg chce cię słyszeć, wydawnictwo CEF Press)*
Przy nauce tej piosenki należy powiedzieć dzieciom, że nie tylko siebie nawzajem powinniśmy słuchać w czasie rozmowy, ale powinniśmy słuchać też Boga, tak jak robili to Noe albo Mojżesz, tak jak robili to ludzie, którzy przychodzili słuchać Jezusa, kiedy był na ziemi. Bo jeśli będziemy gotowi słuchać to Bóg będzie do nas mówił. A prócz słuchania możemy też czytać Biblię, bo Biblia jest Słowem Bożym i o tym właśnie mówi ta piosenka.
Później możemy zaproponować dzieciom, żeby na chwilę spokojnie usiadły, pomodliły się słowami Samuela „Mów Panie, bo sługa Twój słucha”, zamknęły oczy i spróbowały usłyszeć co mówi do nich Bóg.

ZabawaNa zakończenie zajęć, jeśli jeszcze zostanie czas, można zaproponować dzieciom zabawę w chowanego, przypominając o tym, jak Maria i Józef szukali Jezusa.

*niestety nie mogę umieścić piosenki na blogu, bo nie ma jej nigdzie w internecie, a na temat upublicznienia pozyskanej z płyty (którą posiadam) kopii wydawnictwo się nie wypowiedziało, ale jeśli ktoś chciałby te piosenkę poznać - proponuję drogę mailową, adres w zakładce Kontakt.

środa, 1 kwietnia 2015

Fotorelacja: Szkółka Wielkanocna

W Londynie komunikacja miejsca stoi na naprawdę wysokim poziomie. W zasadzie w obrębie trzech pierwszych stref jesteś w stanie dojechać wszędzie w ciągu godziny. Powyżej czwartej strefy należy dodać czas, który potrzebny jest na dojazd do centrum, ale aż do strefy piątej nie zajmuje on dłużej niż pół godziny, bo albo dojeżdża metro, albo pociągi które są naprawdę szybkie i jeżdżą często. Między innymi dlatego możemy pozwolić sobie na to by co niedzielę jeździć do kościoła oddalonego od nas o pięć stref (my mieszkamy w czwartej, nasz kościół na Ealing Broadway jest w trzeciej, więc - czwarta do trzeciej, trzecia do drugiej, druga do pierwszej, pierwsza do drugiej, druga do trzeciej) - zajmuje nam to półtorej godziny, ale idzie dość sprawnie.

Zazwyczaj.

Bo czasem przychodzą nawet w Londynie takie dni, kiedy lepiej jest nie wychodzić z domu alej niż na spacer do pobliskiego parku albo do własnego samochodu. Pierwszy z tych dni to 25 grudnia, kiedy nie jeździ kompletnie nic, a ekrany na przystankach zamiast rozkładu jazdy wyświetlają "Merry Christmas". Drugi to Wielkanoc.

Z tej przyczyny w Wielkanoc, choć to najważniejsze chrześcijańskie święto, nigdy nie ma nas na nabożeństwie. I z tej przyczyny szkółka okolicznościowa odbywa się zawsze w Niedzielę Palmową. I tak też było w tym roku, a ponieważ była to szkółka z fajerwerkami, to zapraszam na fotorelację i opis - być może przyda się Wam coś z tego na zajęcia w najbliższą niedzielę:

Tutaj - i na zdjęciu poniżej - możecie zobaczyć, że nie ma wymówki typu ciężkie warunki! Kościół w którym wynajmujemy salę jest teraz w trakcie generalnego remontu i salka, w której prowadzimy szkółkę bardziej przypomina składzik niż salę dla dzieci. Ale dajemy radę!
Za moimi plecami - jeszcze zamknięty - grób. Żółte klocki, które wzbudziły zainteresowanie dzieci zaraz po wejściu do sali musiały poczekać aż na sam koniec zajęć. Najpierw oglądaliśmy obrazki w książce, po to by później wiedzieć jakie scenki będziemy odgrywać.
Palmowe liście czekają na dzieci. Potem, już po szkółce, dzięki nim prowadzący nabożeństwo przypomniał sobie, że to przecież Niedziela Palmowa!
Machamy palmowymi liśćmi i wołamy "Hosanna"! Moja chusta wylądowała na ziemi, żeby osiołek, na którym jechał Pan Jezus nie skaleczył nóg o kamienie :)

Następna była ostatnia wieczerza...



A zaraz po niej wybraliśmy się do ogrodu Getsemane, gdzie czekał precel symbolizujący modlitwę* i łańcuch, który miał obrazować pojmanie Jezusa.


Tu prezentuję dzieciom jak kiedyś modlili się ludzie - wprawdzie to kiedyś to w średniowieczu, ale o to głównie chodzi w symbolice precla, a myślę, że symbol, który można zjeść zapada w pamieć lepiej niż tylko pokazany i dzięki temu zapamiętają lepiej co Jezus robił zaraz przed aresztowaniem.

Tomek zagrał w scenie aresztowanie Jezusa...

No i dotarliśmy do krzyża. Z pomocą dzieci wypisałam grzechy czarnym markerem, a potem zamazałam je na czerwono. Był też czas przeznaczony na modlitwę.

Potem otwarliśmy grób - i wiecie co się okazało? Że jest pusty!
Na koniec dzieci z żółtych klocków budowały pałac dla Pana Jezusa, który przecież teraz króluje z Niebie. A do domu dostały dzienniczki z modlitwą na cały tydzień - każdego dnia poruszany jest jeden temat i każdy z nich ma dopasowany kolorowy cukierek**:
  • W poniedziałek dzieci dziękują za to, że Bóg stworzył piękny świat. (zielony)
  • We wtorek przepraszają Boga za swoje grzechy. (czarny)
  • W środę dziękują za Bożą miłość i przelaną krew Jezusa (czerwony)
  • W czwartek za te, że grzechy są przebaczone dzięki tej krwi. (biały)
  • W piątek dziękują za zmartwychwstanie. (żółty)
  • W sobotę proszą o prowadzenie Ducha Świętego, po to by postępować dobrze i nie grzeszyć. (pomarańczowy)
  • W niedzielę dziękują za to, że Jezus przygotowuje im mieszkanie w Niebie. (niebieski)
Mam nadzieję, że tak wyposażone, w wiedzę na temat historii Wielkiejnocy i przewodnik modlitewny rozłożony na cały tydzień, zapamiętają z tych świąt coś więcej niż czekoladowe zajączki...

_____________________

* Tego, że precel jest symbolem modlitwy dowiedziałam się z Wikipedii. A zajrzałam tam dlatego, że przy szukaniu inspiracji na to jak zobrazować wydarzenia z ogrodu Getsemane na pintereście co i raz mi ten precel wyskakiwał. Legenda o preclu jest bardzo ładna, polecam przeczytać.

** Cukierkowa modlitwa to moja interpretacja angielskiego wierszyka, zmieniona do własnych potrzeb, skrócona z 12 elementów do 7 i niestety, nierymowana. Ale jak ktoś chce tekst modlitwy, który napisałam dzieciom w tych dzienniczkach, które dostały to chętnie prześlę, tylko podajcie maila,

środa, 18 marca 2015

W co wierzę: Trójca Święta

Ponieważ wczoraj do drugiej w nocy rozmawiałam z koleżanką, którą poznałam właśnie dzięki temu blogowi, na temat Trójcy Świętej, postanowiłam napisać Wam, jak i w co konkretnie wierzę, żeby nie było niedomówień. Chciałabym też w ten sposób usystematyzować co przekazuję dzieciom (lub będę przekazywać) na moich zajęciach, żeby czytelnicy wiedzieli, czy łączą nas te same wartości, dlatego myślę, że powstanie cykl na temat mojej osobistej wiary i tego jak interpretuję Boże Słowo.

Żeby uniknąć nieporozumień mogących wyniknąć z nazewnictwa (właśnie dlatego tak długo rozmawiałyśmy, bo każda mówiąc Bóg miała na myśli coś innego), będę używała następujących zwrotów:
- Ojciec w stosunku do Boga starotestamentowego,
- Jezus w stosunku do Jezusa,
- Duch Święty w stosunku do Ducha Świętego,
- Bóg w stosunku do ogółu istoty boskiej, nadrzędnej.

Trójca Święta jest trudnym tematem. Bo niby chrześcijaństwo jest monoteistyczne, a tu nagle trzech bogów? Ja osobiście wierzę, że trzy osoby boskie, zostały powołane do życia tylko dla ludzi, żeby łatwiej było im zrozumieć. A tu - paradoksalnie - zrozumieć jest jeszcze trudniej. W trójcy mamy Ojca, który stale przebywa w Niebie, tego który stworzył świat i posłał nań Jezusa; Syna, który zszedł na ziemię w ciele (to, że zszedł świadczy o tym, że istniał wcześniej), żył, umarł i zmartwychwstał, a potem wrócił do nieba; a także Ducha, który najpierw wraz z Ojcem przebywał w niebie i schodził na ziemię raz na jakiś czas, żeby z kimś porozmawiać (z Mojżeszem na przykład) i wracał, a w dniu pięćdziesiątnicy zszedł i już na ziemi pozostał:

Na wykresie, przez nieuwagę, nie zaznaczyłam śmierci Pana Jezusa. To sobie "doznaczcie". Momenty zejścia Ducha Świętego są umowne - na pewno pierwsze jest starotestamentowe, choć było tam więcej niż jedno, drugie to napełnienie Marii - matki Jezusa, a trzecie - chrzest Jezusa. 
Tak wygląda mniej więcej rozumowanie, kiedy przyjmie się istnienie trzech bogów - nic skomplikowanego, wszystko się zgadza. Ale gdzie ten rzekomy monoteizm?

Bóg jest wszędzie. Bóg wypełnia obecnego w niebie Ojca. Bóg wypełniał chodzącego po ziemi Jezusa. Wreszcie sama esencja Boga, samo to wypełnienie, zeszło na ziemię pod postacią Ducha Świetego, żeby napełnić też nas. Bóg objawia się nam pod różnymi postaciami, po to, żebyśmy mogli to sobie jakoś pokładać, nazwać, rozpisać, narysować wykresy. Ale ponieważ jest wszędzie nie może być ograniczony postacią.

Przy każdym Bożym wcieleniu inne jego cechy wysuwają się na pierwszy plan: Ojciec, stworzyciel, jest święty, sprawiedliwy i wszechmocny. Jezus to przede wszystkim miłość i dobro, przebaczenie. Natomiast Duch Święty to przewodnik, opiekun i pocieszyciel. Ale czy to znaczy, że Jezus nie był sprawiedliwy, Duch Święty nie przebacza, a Ojciec się nami nie opiekuje? Absolutnie nie! Bo Bóg jest święty, sprawiedliwy i wszechmocny, w Bogu jest miłość, dobro i przebaczenie, Bóg to nasz przewodnik, opiekun i pocieszyciel.

Bóg to Ojciec, Jezus i Duch Święty.

wtorek, 17 marca 2015

Pomysł na: Wizualne przedstawienie Trójcy Swietej

Trójca Święta to jeden z najtrudniejszych do zrozumienia dogmatów... A przy tym obecny jest w każdym chrześcijańskim kościele: od katolickiego, przez ewangelicki,  aż po charyzmatyczne jak zielonoświątkowy czy Kościół Boży w Chrystusie. I W każdym z tych kościołów są dzieci, którym trzeba ten dogmat wytłumaczyć i dorośli, którzy albo sami nie bardzo go pojmuja i przyjmują po prostu na wiarę, ale może i rozumieją ale nie wiedzą jak przekazać to maluchom, które niczego nie pozwalają wytłumaczyć stwierdzeniem "bo tak jest".

W ciągu swojej służby spotkałam się z różnymi sposobami na to jak można przekazać dzieciom tę prawdę. Poniżej trzy, moim zdaniem najlepsze sposoby:

1. Trójkąt
Prosta rzecz, a działa. Wystarczą trzy patyczki, każdy na jedną osobę boską. Patyczki każde dziecko może opisać, a potem skleić i jedną figurę, symbolizujaca Trójce.

2. Koniczyna
Oczywiście nie czterolistna! Zwyczajna, z trzema listkami. Dziś w Irlandii obchodzony jest Dzień św. Patryka. Misjonarz ten przy pomocy kończyny właśnie wyjaśnił dogmat o Trójcy Świętej żyjącym tam w V wieku celtom. W zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie, by również na szkółce opowiadać o misjonarzach, a Patryk może być dobrym materiałem na lekcję!

To nasza koniczynka, którą zrobiliśmy z dziećmi dziś, właśnie z okazji Dnia Świętego Patryka :) 


3. Świece. Potrzebne są trzy, zapalone. Każda z nich to inna osoba Trójcy. Świeca symbolizuje ciało, a płomień ducha -przynajmniej tak trzeba to wytłumaczyć dzieciom, na zasadzie podobienstwa do nich samych. W kulminacyjnym punkcie wyjaśniania łączymy plomienie świec tak, żeby powstał jeden. Tym sposobem mamy jednego ducha, który może objawić się pod trzema różnymi postaciami.

Macie jeszcze inne pomysły jak można wyjaśnić dzieciom te zawiłości?

wtorek, 6 stycznia 2015

Porozmawiajmy: Książka o złych zachowaniach

Mam zaplanowane kilka rzeczy - między innymi scenariusz lekcji biblijnej i fotorelację ze świątecznego występu dzieci, ale zdjęcia jeszcze czekają nieobrobione, a do lekcji potrzebuję autoryzacji wydawnictwa, więc tymczasem znów będzie o książkach.

Ten blog zupełnie nie jest parentingowy, piszę tu głównie z punktu widzenia nauczyciela a nie rodzica, ale jest o dzieciach i wychowaniu ich w wierze, więc nie jestem w stanie tematów rodzicielskich uniknąć. Tym bardziej, kiedy jednocześnie pojawiają się: odkrywcza książka związana z dziecięcą wiarą i wyzwanie zrzeszające blogujących rodziców. Już moja poprzednia notka była związana z książkowym wyzwaniem, a ta będzie następna, ale jak najbardziej ona tu pasuje!

Chciałam Wam dziś przedstawić książkę niezwykłą. O jej niezwykłości najlepiej świadczy fakt, że jest nadmiernie używana przez mojego prawieczterolatka (ciągle każe sobie czytać poszczególne części), a wcale nie opowiada o fantastycznych przygodach. O czym natomiast traktuje? O rozmowie. Ale nie takiej zwykłej - o rozmowie szczególnej:


Ta rozmowa jest szczególna z trzech powodów:

  1. Przeprowadzana jest z Bogiem.
  2. Rozmawiają dzieci.
  3. Jej tematami są rzeczy trudne.
Ta pozycja to w zasadzie zbiór krótkich książeczek, z których każda jest rozmową dziecka z Bogiem.


Rozmów jest szesnaście, a jedna trudniejsza od drugiej. Bo dzieci z książeczek to nie beztroskie małolaty, biegające radośnie po podwórku, a ich modlitwy nie są podziękowaniami za pięknie stworzony świat. Chociaż pojawia się tam dziękczynienie, to myślą przewodnią jest coś co sprawiło dziecku przykrość lub czym dziecko sprawiło przykrość komuś.


Znajdziemy tam dziecięce rozmowy z Bogiem o:
  • Brzydkich słowach
  • Chciwości
  • Dzieleniu się
  • Jak przegrywać
  • Kłamstwie
  • Kradzieży
  • Krzywdzeniu innych
  • Lenistwie
  • Marudzeniu
  • Nieuprzejmości
  • Oszukiwaniu
  • Uważnych słuchaniu
  • Wandalizmie
  • Złych manierach
  • Złym humorze
  • Znęcaniu się
Myślę, że taka mała książeczka, która pokazuje naszemu dziecku, że inni też mają problemy, może się przydać. Jest dobrym podsumowaniem rozmowy lub wstępem do niej, kiedy dziecko zachowuje się nie tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Jest też dobrą profilaktyką - przez to, że dobrze nazywa uczucia, które szargają maluchami - zarówno tymi krzywdzącymi jak i skrzywdzonymi o może pomagać zapobiegać pewnym zachowaniom,, a wiadomo, że zawsze lepiej zapobiegać niż leczyć :)

Na przykład w książeczce na temat znęcania się nad słabszymi:


mały chłopiec opowiada Panu Bogu o tym, że chciał być lubiany i dlatego razem z chłopcami na których przyjaźni mu zależało, ale których trochę się bał, wyśmiewał się z kolegi. Później, kiedy rozmawiał z nauczycielem czuł się okropnie, bo wiedział, że wyśmiewanemu koledze było przykro i chciało mu się płakać, ale był dzielny. Na końcu każdej książeczki jest odniesienia do tego, bo zrobił dla nas Bóg/Jezus - tu akurat nauczyciel opowiada bohaterowi, o tym jak ludzie wyśmiewali się z ukrzyżowanego Jezusa. Oczywiście każda historyjka dobrze się kończy - dzieci z książeczek pokazują czytelnikom jak należy naprawić swoje zachowanie.

Jak używamy książeczki na własnym podwórku? Kiedy mój Syn marudzi, nie słucha mnie lub robi coś innego, co mi się nie podoba - wyjmuję książkę i czytam odpowiednią historyjkę. Ponieważ Wojtek bardzo lubi czytanie - szybko się wciąga. No i wiadomo - zawsze lepiej, jeśli to ktoś coś zrobił, a nie my - łatwiej wtedy o tym porozmawiać. A kiedy omówimy już zachowanie Wojtka/bohatera książki to zaczynami czytać inne i już wtedy Wojtek opowiada o nich mnie. Mam nadzieję, że dzięki temu niektórych nigdy nie będziemy musieli czytać z odniesieniem do własnego przykładu!

Ten post powstał w związku z moim udziałem w projektach: