Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla nauczycieli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla nauczycieli. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 czerwca 2018

Biblioplastyka: Instrumenty muzyczne

W moim ostatnim filmie, w których mówiłam o zabawach na zajęciach biblijnych, wspomniałam o instrumentach - że się przydają i że się warto zaopatrzyć...


No i jasne - fajnie by było, mieć całą szafę różnych instrumentów, zaopatrzyć każde dziecko w gitarę, albo chociaż ukulele i razem z nimi śpiewać i grać, i wielbić Boga na zajęciach. Tylko niestety instrumenty są drogie. Co wtedy?

Wtedy odrobina kreatywności i robimy instrumenty sami przed zajęciami, albo w trakcie zajęć - razem z dziećmi. Wcale nie jest to takie trudne! Tutaj zebrałam dla Was kilkanaście przepisów na instrumenty robione w domu, z ogólnodostępnych materiałów. Po prostu klikacie w obrazek i przenosi Was do strony/bloga, na którym znajdziecie instrukcję, jak to zrobić. A często są to posty zbiorcze, więc klikacie w jeden, a znajdujecie całą masę inspiracji. I wszystko po polsku! Miłego muzykowania!

czwartek, 28 września 2017

Czas na refleksję



Dawno nic tu nie pisałam. To dlatego, ze staram się rozkręcić kanał Małego Kościoła na YouTube. Chciałabym, żeby filmy pojawiały się raz w tygodniu, ale wiadomo - raz jest lepiej, a raz gorzej. Dniem filmowym ogłosiłam czwartek. Tyle,że dziś jest czwartek, a filmu jakoś nie ma... Jestem za to tutaj. To nie to, że blog stał się teraz niekochanym dzieckiem - jest tu mnóstwo treści, do których możecie wracać. Czasem też pojawią się nowe posty. I dziś właśnie pisze do Was, zamiast mówić.

Jest to bezpośrednio związane z tym dlaczego nie ma dziś filmu, chociaż jest czwartek. Film miał być - i to ambitny, dlatego cały czas nad nim pracuje. Zaczęłam od przetłumaczenia lekcji z książki Jerome W. Barrymana - podręcznika do Godly Play. Tak jak mówiłam w jednym filmie, Godly Play wymaga ode mnie większej ilości pracy i zaangażowania. Dopiero zaczynam poruszać się po tym gruncie i wszystkiego się uczę. Uczę się też tłumaczenia i niestety idzie mi to wolniej niż przewidywałam. No i zaczynając przeliczyłam się z objętością jednej lekcji...

Nie mniej jednak, Godly Play fascynuje mnie coraz bardziej. Głownie ze względu tego wspomnianego w tytule czasu na refleksje. I mogłoby się wydawać, że tłumaczenie tekstu jest pracą dość mechaniczną - czytasz zdanie, określasz jego sens, starasz się jak najwierniej przełożyć je na inny język. Ale fascynujące jest to, że tekst który przekładam zaczyna sam we mnie pracować. Te zdanie to nie tylko historia, którą staram się opowiedzieć - to prawda, która zaczyna zapuszczać we mnie korzenie. Kiedy czytam i tłumaczę to, na jakie okresy dzieli się rok liturgiczny (bo taką lekcję aktualnie tłumaczę), zaczynam zastanawiać się nad wydarzeniami, które doprowadziły do tego podziału.

Tajemnica Bożego Narodzenia.
Tajemnica Wielkanocy - większa i ważniejsza.
Tajemnica Pięćdziesiątnicy.

Trzy wspaniałe dni, opisane w taki sposób, ze czuje się ich nieprzeciętność. Pełna powtórzeń, prosta opowieść, podkreślona nieskomplikowanymi gestami, która właśnie dzięki tej prostocie trafia centralnie w środek serca. Spokojne tempo tekstu, którego po prostu nie da się czytać szybko i niedbale, wymusza nawet na kimś kto normalnie połyka treść całymi akapitami, żeby zatrzymał się i zastanowił. Zupełnie nie dziwię, że te historie - prosto z Biblii i w opracowaniu Barrymana nazywa się czasem opowieściami dla duszy.

Jestem wdzięczna Bogu, za możliwość pracy z tymi materiałami. Jestem wdzięczna, że spotkałam je na mojej drodze. Wierzę, że jest to coś co jest ważne i potrzebne. Zrobię ile w mojej mocy, by pokazać je innym.

czwartek, 23 marca 2017

Porozmawiajmy: Po co komu rok liturgiczny?

Przyszła dziś do mnie - pocztą - książka. O Godly Play. Ponieważ po warsztatach, o których już wspominałam, do nadal trwam w zachwycie nad tą metodą, postanowiłam się dokształcić. Na pierwszy ogień, cokolwiek dziwnie, ale zgodnie z poleceniem prowadzącego warsztaty, poszła druga część ośmioczęściowego przewodnika autorstwa Jeroma W. Berrymana.

Źródło

No i czytam sobie. Przeczytałam wprowadzenie, przeczytałam czym ma się zajmować osoba opowiadająca historię i pomocnik, przeczytałam jak powinna wyglądać idealna sala, przeczytałam jakie części składają się na całość zajęć, doszłam do pierwszej lekcji...

I pomyślałam sobie: Zaraz, zaraz. Jestem zielonoświątkowcem. Obce mi są kolorystyczne oznaczenia poszczególnych niedziel w roku. Czy naprawdę aż takie znaczenie ma rok liturgiczny, żeby o tym miała być pierwsza lekcja? Przecież Godly Play miało się różnić od Katechezy Dobrego Pasterza. Ja nie chcę uczyć dzieci o meblach i kolorach, tylko o Bogu!

Ale przeczytałam. W trakcie czytania fabuła wciągnęła mnie tak bardzo, że nie mogłam się doczekać co będzie dalej.

Dlaczego?

Dlaczego wciągnęły mnie aż tak te kolorki?

Może zacznę od tego, że... Żyjemy w cyklach. I nie, nie tylko kobiety. Wszyscy, absolutnie wszyscy, od urodzenia aż do śmierci. Jest cykl tygodniowy, kiedy w pewne dni chodzimy do pracy/szkoły/przedszkola, zależnie od wieku, a w pewne dni odpoczywamy i chodzimy do kościoła. Jest cykl miesięczny, który dotyka w zasadzie bardziej tę część społeczeństwa, która w takim trybie dostaje wynagrodzenie za swoją pracę. I wreszcie jest cykl roczny, cykl pór roku, roku szkolnego dla uczących się i świąt, niezależnie od przynależności religijnych.

Kościoły, zależnie od denominacji, albo swój roczny cykl celebrują, albo zaniedbują. I o ile nie mam nic wspólnego z kościelnymi kolorami, bo w zasadzie w życiu nie należałam do żadnego kościoła który by ich używał i pierwszy raz w ogóle odkryłam, że coś takiego w ogóle istnieje jak byłam już całkiem dorosła, to nie uważam również, że totalne zaniedbanie w tej kwestii jest dobre.

Jest złe. Bo o ile nie da się przeoczyć zbliżającego się Bożego Narodzenia czy Wielkanocy, to już spotkałam się z zapominaniem w kościołach, że właśnie są Zielone Świątki. Albo prowadzący nabożeństwo w popłochu odkrywał, że jest Niedziela Palmowa, tylko dlatego, że dzieci ze szkółki wracały z papierowymi liśćmi palmowymi. A jak już jesteśmy przy Bożym Narodzeniu to może warto byłoby wykorzystać czas zwany w tradycyjnych kościołach Adwentem na przygotowanie się duchowe do Świąt, zamiast narzekania, że teraz to się tak wszystko skomercjalizowało, że święta zaczynają się w listopadzie...

Nie przekreślajmy Kościelnego Koła Roku, jak nazwał to Berryman, tylko dlatego, że jesteśmy teraz charyzmatyczni. Weźmy dla siebie to co dobre. Celebrujmy, przeżywajmy, zastanawiajmy się nad wydarzeniami z życia Jezusa. I uczmy tego nasze dzieci, pamiętając, że im łatwiej będzie zapamiętać to, co zostanie im podane w ciekawy sposób, przedstawione wizualnie, a nie tylko zakomunikowane.

sobota, 11 marca 2017

Porozmawiajmy: Opowieści dla duszy

Uczestniczyłam dziś w warsztatach dotyczących Godly Play.

Źródło
Godly Play to protestancka odmiana Katechezy Dobrego Pasterza, czyli edukacji biblijnej opartej na metodzie Marii Montessori i jej następczyń, z powodzeniem praktykowana zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w Stanach Zjednoczonych.

Poszłam tam z ciekawości - moją pasją jest poznawanie różnych metod docierania z Ewangelią do dzieci, dlatego nie mogłam nie iść, skoro tylko nadarzyła się okazja. W zasadzie myślę, że gdyby nie istniała protestancka wersja, a tylko miałabym okazję uczestniczyć w warsztatach Katechezy Dobrego Pasterza, to poszłabym na nie mimo, że jestem zielonoświątkowcem w zasadzie od urodzenia i z Kościołem Katolickim miałam w swoim życiu do czynienia tyle co nic. Choćby po to, żeby potem przerobić to "na nasze". Na szczęście już ktoś przerobił, a ludzie podobni do mnie mogą z tego korzystać.

Zajęcia Godly Play, które prowadzący nazywał też "opowieściami dla duszy" (mówi tak o nich, kiedy prowadzi zajęcia z dorosłymi, bo słowo play - zabawa - nie bardzo pasuje), można streścić w pięciu punktach.

  1. Przywitanie i utworzenie koła
  2. Opowieść (ilustrowana bardzo prostymi pomocami, takimi jak drewniane klocki, sznurek, drewniane ludziki bez twarzy, kamienie)
  3. Rozmowa (opiera się na czterech pytaniach: co ci się najbardziej podobało? Co było twoim zdaniem najważniejsze? gdzie widzisz siebie w tej opowieści? Czy moglibyśmy pominąć cokolwiek, żeby historia nie straciła sensu?)
  4. Zajęcia, pomagające skupić się na opowieści (samodzielne! Dzieci dostają do dyspozycji materiały i mają za zadanie zrobić cokolwiek, co tylko chcą, co pomoże im zapamiętać usłyszaną historię. Nikt nie pyta ich dlaczego akurat to zrobiły ani co to dla nich znaczy)
  5. Poczęstunek (pozwala skupić uwagę dzieci z powrotem na prowadzącym i zakończyć zajęcia modlitwą)

Poszłam na te warsztaty i się zachwyciłam. Pomyślałam sobie: to jest to! Tego właśnie brakuje współczesnym kościołom charyzmatycznym, szczególnie na zajęciach dla dzieci.

Jak to? Czegoś brakuje? Niemożliwe! Mamy historie biblijne, mamy zajęcia plastyczne, mamy piosenki i zabawy tematyczne, które pomagają zapamiętać historię. Mamy kościoły dziecięce, w których dzieci z serca uwielbiają Boga i są chrzczone Duchem Świętym. Uczymy dzieci modlić się, przekazujemy podstawy wiary, opowiadamy o najważniejszej na świecie książce, którą niewątpliwie jest Biblia. Mamy wszystko!

Ale czy na pewno? Czy pytamy dzieci co im się podobało? Co ich zdaniem jest najważniejsze? Gdzie widzą siebie? Czy to wszystko w ogóle jest potrzebne?

Czy dajemy dzieciom czas na refleksję? Na przemyślenie i utrwalenie prawdy, którą samo odkryło w historii? Czy w ogóle pozwalamy im odkrywać cokolwiek samodzielnie w tej historii, czy raczej podajemy im centralną prawdę na tacy, bo tak jest i już? Czy nie zachowujemy się trochę jak władza Kościoła, kiedy w czasach inkwizycji paliła na stosach za czytanie Biblii? W którym momencie kończy się przewodnictwo a zaczyna agitacja?

Mam szczerą nadzieję, że my, nauczyciela i my, rodzice, nie zaszliśmy jeszcze tak daleko. Mam szczerą nadzieję, że ja jeszcze tak daleko nie zaszłam. Mam nadzieję, że jeszcze nie jest za późno by pozwolić dzieciom myśleć.

Pozwólmy dzieciom myśleć. Po to mają mózgi.

A jeśli jesteście zainteresowani metodą Godly Play - dajcie znać, to chętnie napiszę więcej.

środa, 20 stycznia 2016

Pomysł na: Biblijne Pudełko

Witam was po długiej przerwie :) Czas świąteczny nie sprzyja blogowaniu, ale jestem wreszcie z powrotem. I przychodzę do was z całkiem nową, świeżą propozycją!

Marzę -  w związku z moim rozwojem w kwestii nauczania dzieci - o dwóch kursach. Pierwszy to tworzenie figur biblijnych, a drugi to Godly Play, czyli protestancki odpowiednik Katechezy Dobrego Pasterza - zajęć biblijnych przeprowadzanych metodą Montessori. O ile mam pewność, że pierwszego z nich nie uda mi się zrobić w tym roku, to ciągle liczę na to, że chociaż na jednodniowy Godly Play uda mi się wybrać, choć na razie żaden nie jest przewidziany blisko Londynu...

Nie mniej jednak, metoda ta bardzo mnie interesuje i staram się - w miarę możliwości - wprowadzać na moje zajęcia jej elementy. Są to na przykład stacje, których użyłam kiedyś w czasie lekcji wielkanocnej lub lekcji o Jozjaszu, lub zabawa w budowanie świata przedstawionego, o której możecie poczytać tutaj. Nie jest to jeszcze pełne, nie pozwala mi na to miejsce, którym dysponujemy w czasie zajęć z dziećmi na nabożeństwach, ale czerpię inspiracje. I jedną taką inspiracją jest Biblijne Pudełko.

Czym jest Biblijne Pudełko? To po prostu pudełko z zabawkami. Z takimi zabawkami, które przydają się na zajęciach biblijnych, czyli na przykład:

  • zestaw zabawek "Arka Noego",
  • drewniane lub plastikowe drzewka,
  • łódka
  • jakieś zwierzątka, któe często występują w historiach biblijnych, na przykład owieczki, osiołek, rybki czy wielbłąd
  • ludziki, na przykład peg doll, ubrane na "biblijny sposób",
  • rekwizyty symbolizujące postacie biblijne, na przykład takie jak wiesza się na drzewko Jessego,
  • drewniane lub plastikowe klocki,
  • chusty w kolorach ziemi i wody, przydatne do tworzenia tła,
  • wycięte  filcu elementy, na przykłąd ścieżka,
  • kamienie, trochę piasku, gałęzie. sieć itp.
Po co to wszystko? Po to, by tworzyć tematyczne miejsce do zabawy. Lub po prostu w ciekawy sposób zilustrować historię, którą opowiadamy. Czasem, jeśli mamy dzieci, łatwo jest znaleźć elementy potrzebne na zajęcia. Ale jeśli tych dzieci w domu nie ma może to być wyzwanie. Dlatego zachęcam Was do tworzenia takich Biblijnych Pudełek, i to nie tylko na szkółkę! Również dla Waszych dzieci, w domu, bo niby dlaczego nie miałyby się bawić w odtwarzanie historii z Biblii? Ja dotychczas wszystkich elementów potrzebnych na konkretne zajęcia szukałam w sobotę, dzień przed zajęciami. Ale teraz jestem w trakcje tworzenia takiego pudełka, z którego na codzień będą korzystać moje dzieci, a w czasie przygotowywania się na zajęcia ja będę miała ułatwione zadanie, bo wszystko będzie w jednym miejscu!

piątek, 20 listopada 2015

Krok po kroku: Jak przygotować się do zajęć?

W czasie mojej służby wśród dzieci zdarzały się też momenty - i nadal zdarzają, a chciałabym, żeby były jeszcze częstsze! - służby wśród nauczycieli. Pytania "co zrobić?" i "jak zrobić?", a także wiele lat praktyki doprowadziły mnie do takiego momentu, że konspekt lekcji biblijnej (oczywiście nie na każdy temat...), potrafię napisać wyrwana ze snu w środku nocy. Ale nie piszę tego po to, żeby się chwalić. Piszę to po to, że chciałabym się z Wami tą umiejętnością podzielić.

Schemat postępowania na zajęciach jest prosty: nauczyciel przychodzi, wita dzieci, prowadzi modlitwę, opowiada historię, a potem następuje szereg atrakcji dodatkowych typu praca plastyczna, piosenka, zabawa, nauka wersetu i tym podobne. Jednak początkujący nauczyciel może mieć z tym schematem problem. Natomiast nauczycielowi doświadczonemu - tak myślę i często stosuję - też może przydać się ściąga. Konspekt lekcji jest właśnie taką ściągą. I nie chodzi mi o to co można znaleźć w podręcznikach dla nauczycieli, bo powiedzmy sobie szczerze - zaglądanie do lekcji w podręczniku na szkółce, kiedy na przykład dookoła skacze tuzin dzieci w wieku przedszkolnym nie jest zbyt efektywne...

Konspekt-ściąga, którą zabierzesz na zajęcia to jedna lub dwie strony A4. Ja przygotowałam dla Was dwustronny arkusz, który wystarczy wydrukować, a potem uzupełnić:

Cała pierwsza strona to główna część zajęć, ich trzon: temat, tekst biblijny, główna prawda, historia i modlitwa. Na drugiej stronie jest miejsce na wpisanie wszystkich dodatkowych zajęć. Ale po kolei!

1. Podstawowe informacje







Tutaj wpisać trzeba jaki jest temat lekcji, na jakim fragmencie Biblii się opieramy, a także co chcemy przekazać dzieciom. Główna prawda to nic innego jak właśnie przekaz lekcji.







2. Rozpoczęcie








Chyba rozumie się samo przez się. W krótkich słowach (masz tylko trzy linijki!) napisz jaki jest Twój pomysł na to by skupić uwagę dzieci na temacie zajęć. To musi być coś interesującego! Może jakiś eksperyment? Albo coś szalonego?







3. Historia





Serce szkółki - przekazywanie dzieciom Bożego Słowa. Powinno być zawsze zilustrowane. Oczywiście najłatwiejszym sposobem będzie pokazywanie obrazków w Biblii dla dzieci, ale czasem warto trochę się wysilić i stworzyć coś ekstra. Pomysły na to jak się za to zabrać możecie znaleźć TU. Metodę opisz na początku, potem stwórz ramowy plan wydarzeń - przydaje się, żeby się nie pogubić.





4. Pytania do historii





Przydadzą się, żeby utrwalić dzieciom o czym była opowieść. Niekoniecznie trzeba odpytywać zaraz po zakończeniu opowiadania. Można na przykład rzucać pytania mimochodem podczas zabaw lub prac plastycznych. Tak czy owak - dobrze mieć je zapisane w sąsiedztwie historii.








5. Modlitwa





Tak jak na koniec nabożeństwa, po kazaniu zawsze jest modlitwa, tak powinna być również po przekazaniu Bożego Słowa dzieciom. Historie biblijne to nie tylko takie sobie opowiastki, ale żywe Boże Słowo, więc prośmy Boga, by działało w naszych dzieciach. W tym miejscu zapisz krótko przykładowy tekst modlitwy, może się przydać, kiedy się zestresujesz.





6. Praca plastyczna








To miejsce na spisanie wszystkiego co musisz uszykować przez zajęciami i zabrać na nie ze sobą. Opisz też krótko co właściwie będziecie robić!









7. Zabawa







Jak wyżej. W co będziecie się bawić i czego do tego potrzebujecie.








8. Werset i piosenka








Wpisz tu tekst, a także chwyty, jeśli na przykład przygrywasz dzieciom do śpiewania na gitarze, żeby się nie pomylić.









9. Zakończenie







Modlitwa? Może macie tabelki z naklejkami, które przyklejacie dzieciom po zajęciach w nagrodę za grzeczne zachowanie? Może trzeba im coś rozdać. Zapisz, żeby Ci nie umknęło.








Pisanie takiego planu - moim zdaniem - bardzo ułatwia pracę. Przede wszystkim - wiadomo gdzie zapisać pomysł, niezależnie od tego kiedy wpadnie Ci on do głowy, wystarczy, że będziesz mieć przy sobie wydrukowany planner. Pomaga też, kiedy jest więcej niż jedna osoba prowadząca lub jeśli masz kogoś do pomocy - przeczytanie trwa chwilę, a uniknie się dzięki temu chaosu. Ale i doświadczonemu nauczycielowi który prowadzi szkółkę samodzielnie może się przydać! Mam nadzieję, że Wam pomoże, pobrać możecie go TUTAJ*, kryje się pod nazwą PLAN KONSPEKTU. Możecie też skontaktować się ze mną przez komentarze lub mailowo, wtedy wyślę go bezpośrednio na pocztę.


______________________________________
*jest to otwarta grupa na facebooku, do której myślę, ze warto dołączyć i tworzyć razem z nami bazę pomysłów na zajęcia biblijne :)

niedziela, 20 września 2015

Pomysł na...: Duża Biblia na zajęciach dla małych

Powiem Wam szczerze, że dotychczas nie miałam żadnych przemyśleń na ten temat. Biblia służyła mi głównie w domu, podczas przygotowywania szkółki. Zawsze prowadziłam grupy maluchów, więc dorosła Biblia w czasie zajęć mało się przydawała - za trudny język, nieporęczny rozmiar kiedy trzeba przeczytać jeden werset... Ale zaczęłam ostatnio myśleć na ten temat i stwierdziłam, że Biblię - taką dorosłą, prawdziwą - trzeba pokazywać dzieciom od początku, a potem stopniowo zwiększać jej używanie. Muszę się w tej kwestii poprawić... A dla Was - i też dla siebie - przygotowałam etapy używania Biblii w czasie szkółki. Etapy, które wchodzą w życie wraz z dorastaniem małych szkółkowiczów.


  1. Etap rekwizytu. To chwila, kiedy zaczynamy pokazywać dzieciom Biblię. Przynosimy ją na szkółkę i mówimy maluchom, że historia, którą będziemy opowiadać, została napisana w tej księdze i jak wszystkie umieszczone tam historie jest prawdziwa. Dzieci często traktują opowieści biblijne jak bajki, więc tę prawdziwość trzeba podkreślać.
  2. Etap wersetu. Już przedszkolakom podczas zajęć można przeczytać jeden werset. Można spróbować nauczyć ich tego wersetu na pamięć, ale nawet jeśli nie chcemy tego robić, to dobrze jeśli dzieci będą widziały, że czytamy go z Biblii, a nie znaleźliśmy na suficie.
  3. Etap zabawy. Jakkolwiek dziwnie to brzmi - dajmy dzieciom pobawić się Biblią! Dzieci, które znają już litery i umieją już trochę czytać chętnie spróbują swoich sił podczas zabawy z Biblią: będą szukać wyrazów do łamigłówki albo na otworzonej przez nas stronie odnajdą i przeczytają podany werset.
  4. Etap czytania. To czas, kiedy dzieci już dobrze czytają - wtedy czytamy historię/fragment tekstu prostu z Biblii. Coś dla dużych dzieci.
  5. Etap chronologii. Kiedyś dawno temu dzieci na szkółce uczyły się na pamieć ksiąg biblijnych. Ja nie jestem fanem zakuwania na pamieć, raczej preferuję umiejętność wyszukiwania informacji. Ale i przy tym przyda się wiedzieć, że listy i ewangelie to Nowy Testament, historię o Abrahamie znajdziemy w I Mojżeszowej, jak otworzymy Biblię na środku to znajdziemy tam Psalmy, a historii Daniela szukać trzeba w dalszej części niż historii Rut.
  6. Etap zabawy zaawansowanej. To czas quizów i konkursów biblijnych, kiedy dzieci są w stanie znaleźć, mając do dyspozycji całą Biblię odpowiedź na pytanie (znaleźć, nie zakuć!). Wprowadza dreszczyk emocji :)
Oczywiście etapy mogą zmieniać kolejność - na przykład można zacząć dzieci uczyć o chronologii wydarzeń biblijnych zanim zaczną czytać całe historie na zajęciach, co często zaczynamy robić już w przedszkolu opowiadając historię w kolejności następowania po sobie w Bożym Słowie. A jeśli przegapiło się etap rekwizytu (jak ja...) to można też zacząć na etapie wersetu. Najważniejsze jest jednak, żeby Biblia na tych zajęciach w ogóle była - w sensie fizycznym, nie tylko wspomniana. A wtedy, mam nadzieję, będziemy oglądać takie obrazki:


niedziela, 13 września 2015

Ewangelizacja dzieci: Tajemnica arbuza

Kiedy zapytałam mojej przyjaciółki, czy można jeszcze w Polsce kupić arbuzy i powiedziałam jej po co mi ta wiedza to była strasznie zdziwiona, bo co ma wspólnego arbuz z kościołem? No widzicie - wiele ma wspólnego. A ponieważ sezon na arbuzy jeszcze trwa to polecam Wam korzystać i zrobić dzieciom arbuzowe przyjęcie. Będzie przyjemne z pożytecznym!

Jak wygląda arbuz - każdy chyba wie:

Źródło
Ale już trochę mniej ludzi wie, jak wygląda kwiat arbuza. A wygląda tak:

Źródło

Jest żółty! A to nam daje pięć kolorów:

  • czarny,
  • czerwony,
  • biały,
  • zielony,
  • żółty.
Kolory są takie same jak w książeczce bez słów, zauważyliście?

Dlatego właśnie arbuzowe przyjęcie to świetny pomysł na to by uczcić coś na szkółce :)

A co do tego? Arbuzowe zabawy, na przykład wyścigi arbuzów (potrzebne będą dwa tory przeszkód i dwie grupy, które - każda po swoim torze - będą toczyły arbuzy) albo arbuzowe kręgle (arbuz zamiast kuli). Na naszym arbuzowym przyjęciu, po modlitwie, dzieci zostały obrzucone balonami w kolorach arbuza i miały za zadanie pękać czarne balony - grzechy. Łatwo zrobić też można pracę plastyczną:

Źródło
No i - jeśli to przyjęcie to przydadzą się przekąski: oczywiście arbuz, ale można też zrobić arbuzową lemoniadę albo - jeśli jest ciepło - lody z arbuza (nic innego jak tylko zamrożony miąższ)

To jak? Przekonałam Was do arbuzowego przyjęcia na szkółce?

__________________________
Pomysł na arbuzowe przyjęcie został zaczerpnięty z jednej starej lekcji ewangelizacyjnej, którą znalazłam w domu, niestety nie mogę podać autora, bo mi zginęły kartki...

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Porozmawiajmy: Co robicie w grudniu?

Oczywiście nadal jeszcze nie wiem jak będzie wyglądać nasze rozplanowanie salowo-grupowe od stycznia przyszłego roku - tego dowiem się w listopadzie, ale w ogóle nie przeszkadza mi to w zastanawianiu się nad tym co będzie w grudniu... A w grudniu planujemy przedstawienie!

Zapewne nie jest to dla Was - nauczycieli i rodziców - nic nowego. Przedstawienia bożonarodzeniowe to w zasadzie chleb codzienny... No - może cogrudniowy. Dla nas jednak będzie to pierwszy raz.

Tak naprawdę szkółka w naszym kościele na pełnych obrotach istnieje od roku. dwa lata wcześniej dzieci była garstka, a nauczycielki dwie na krzyż, a rok wcześniej dzieci się wprawdzie namnożyło, ale nauczycielek niekoniecznie, więc zajęcia dla dzieci obywały się co dwa tygodnie. Dopiero w roku szkolnym 2014/2015 zaczęło to funkcjonować sprawnie i w pełnym wymiarze. Co za tym idzie nasze dzieci nie mają jeszcze w programie tego wszystkiego co mają dzieci z kościołów o wieloletniej szkółkowej tradycji. Między innymi - nie robiły nigdy przedstawienia gwiazdkowego.

W zeszłym roku dzieci, symbolicznie przebrane za pasterzy i aniołki, zaśpiewały przed cały Kościołem jedną kolędę. Było to - jak na ich nieduży wiek i zerowe doświadczenie - niemałym osiągnięciem:






Widzicie, że przeważają maluszki, więc ciężko byłoby nauczyć ich tekstu, który mają wygłosić na forum.

Teraz dzieci są większe. Bardziej śmiałe i bardziej wygadane. Mam więc nadzieję, że uda nam się - przy odpowiedniej dawce prób - zorganizować i pokazać całego Kościołowi prawdziwą sztukę. Co planujemy? Przedstawienie oparte na tekście z Ewangelii Łukasza. I własnie do tego zmierzałam przez cały czas...

5 dowodów na wyższość tekstu biblijnego nad jakąkolwiek sztuką teatralną
(oczywiście przedstawianą w Kościele)

  1. Dzieci obcują ze Słowem Bożym. Tego wciąż, nawet w Kościołach, jest zbyt mało. Czytają na zajęciach - z wiadomych powodów - dzieci starsze. Młodszym dzieciom historie opowiadamy. I nie ma w tym nic złego. Ale w przypadku prostej, napisanej zrozumiałym językiem historii, do tego jeszcze dobrze znanej - czemu, nawet jeśli mamy do czynienia z maluchami - nie sięgnąć po "prawdziwą" Biblię?
  2. Jest łatwiej. Nie ukrywajmy, dla niewielu z nas, nauczycieli szkółek niedzielnych, jest to praca, a nie służba. A nawet jeśli tak się zdarzy - nigdy nie jest to nasze jedyne zajęcie. Jest praca zawodowa, a nawet jeśli jej nie ma to jest dom, mąż, dzieci albo szkoła czy studia. Na szkółkę nie możemy poświęcić całego naszego czasu. A przygotowanie takiego przedstawienia gwiazdkowego jest czasochłonne: bo scenografia, bo kostiumy, bo teksty wydrukować i rozdać, bo kolędy nauczyć, bo próby z dziećmi przeprowadzać... Kiedy w ramach naszej sztuki zaangażujemy narratora czytającego tekst z Biblii i nauczymy dzieci pojedynczych kwestii i konkretnych zachowań na scenie (tu wchodzicie, tu mówisz, teraz śpiewamy) będzie prościej i dla nich, i dla Was. I nikt nie będzie musiał poświęcać dodatkowego czasu na napisanie tekstu przedstawienia, bo ten tekst jest już od dwóch tysięcy lat gotowy!
  3. Scenariusz na pewno nie będzie grafomański. No bo chyba nikt nie powie, że Ewangelia Łukasza to grafomaństwo? Wprawdzie był on lekarzem, ale pisanie też mu szło nieźle. No, a w przypadku sztuk pisanych na zapotrzebowanie szkółki niedzielnej może być różnie - być może mamy szczęście i jakąś taką ciocię w zborze, która jest uzdolniona literacko. Ale jak nie mamy i tylko nie mówimy chętnej cioci, że jej tekst nam zgrzyta, żeby jej przykro nie było? Mając za sobą autorytet Słowa Bożego nie musimy sprawiać cioci przykrości.
  4. Na pewno nikt nie będzie zgorszony ani urażony. Pamiętam jeszcze te czasy, kiedy w Kościele Zielonoświątkowym nie można było śpiewać kolęd, bo to katolickie. Szczęśliwie już się od tego odchodzi i skupiamy się w kontaktach z innymi kościołami na tym co nas łączy a nie na tym co nas dzieli. Teks Ewangelii łączy. Na takie przedstawienie można zaprosić i ciocię chodzącą do Prostaczków i wujka księdza, a także całe rzesze znajomych należących do innych wyznań chrześcijańskich, ku wzajemnemu zbudowaniu.
  5. Słowo Boże staje się codziennością. Nie ukrywajmy, czasem ciężko jest sięgnąć nam po Biblię. W momencie, kiedy przygotowujemy przedstawienie oparte na tekście biblijnym, czytamy go tyle razy, że utrwala się on w naszym umyśle i znajduje drogę do serca. Jasne, że przygotowując każde przedstawienie o biblijnej tematyce automatycznie żyjemy Biblią i opisanymi tam wydarzeniami, ale życie konkretnymi słowami - to jest dopiero coś!
Wiem, wiem, że jest dopiero sierpień... Ale pamiętajcie, że na dobrze przygotowane przedstawienie potrzeba czasu. A tego zawsze nam brakuje... Więc może warto pomyśleć o tym już teraz, by na później mieć już gotowy plan i tylko go zrealizować, zamiast wpadać w panikę, bo nie mamy żadnego pomysłu? Polecam :)

środa, 1 kwietnia 2015

Fotorelacja: Szkółka Wielkanocna

W Londynie komunikacja miejsca stoi na naprawdę wysokim poziomie. W zasadzie w obrębie trzech pierwszych stref jesteś w stanie dojechać wszędzie w ciągu godziny. Powyżej czwartej strefy należy dodać czas, który potrzebny jest na dojazd do centrum, ale aż do strefy piątej nie zajmuje on dłużej niż pół godziny, bo albo dojeżdża metro, albo pociągi które są naprawdę szybkie i jeżdżą często. Między innymi dlatego możemy pozwolić sobie na to by co niedzielę jeździć do kościoła oddalonego od nas o pięć stref (my mieszkamy w czwartej, nasz kościół na Ealing Broadway jest w trzeciej, więc - czwarta do trzeciej, trzecia do drugiej, druga do pierwszej, pierwsza do drugiej, druga do trzeciej) - zajmuje nam to półtorej godziny, ale idzie dość sprawnie.

Zazwyczaj.

Bo czasem przychodzą nawet w Londynie takie dni, kiedy lepiej jest nie wychodzić z domu alej niż na spacer do pobliskiego parku albo do własnego samochodu. Pierwszy z tych dni to 25 grudnia, kiedy nie jeździ kompletnie nic, a ekrany na przystankach zamiast rozkładu jazdy wyświetlają "Merry Christmas". Drugi to Wielkanoc.

Z tej przyczyny w Wielkanoc, choć to najważniejsze chrześcijańskie święto, nigdy nie ma nas na nabożeństwie. I z tej przyczyny szkółka okolicznościowa odbywa się zawsze w Niedzielę Palmową. I tak też było w tym roku, a ponieważ była to szkółka z fajerwerkami, to zapraszam na fotorelację i opis - być może przyda się Wam coś z tego na zajęcia w najbliższą niedzielę:

Tutaj - i na zdjęciu poniżej - możecie zobaczyć, że nie ma wymówki typu ciężkie warunki! Kościół w którym wynajmujemy salę jest teraz w trakcie generalnego remontu i salka, w której prowadzimy szkółkę bardziej przypomina składzik niż salę dla dzieci. Ale dajemy radę!
Za moimi plecami - jeszcze zamknięty - grób. Żółte klocki, które wzbudziły zainteresowanie dzieci zaraz po wejściu do sali musiały poczekać aż na sam koniec zajęć. Najpierw oglądaliśmy obrazki w książce, po to by później wiedzieć jakie scenki będziemy odgrywać.
Palmowe liście czekają na dzieci. Potem, już po szkółce, dzięki nim prowadzący nabożeństwo przypomniał sobie, że to przecież Niedziela Palmowa!
Machamy palmowymi liśćmi i wołamy "Hosanna"! Moja chusta wylądowała na ziemi, żeby osiołek, na którym jechał Pan Jezus nie skaleczył nóg o kamienie :)

Następna była ostatnia wieczerza...



A zaraz po niej wybraliśmy się do ogrodu Getsemane, gdzie czekał precel symbolizujący modlitwę* i łańcuch, który miał obrazować pojmanie Jezusa.


Tu prezentuję dzieciom jak kiedyś modlili się ludzie - wprawdzie to kiedyś to w średniowieczu, ale o to głównie chodzi w symbolice precla, a myślę, że symbol, który można zjeść zapada w pamieć lepiej niż tylko pokazany i dzięki temu zapamiętają lepiej co Jezus robił zaraz przed aresztowaniem.

Tomek zagrał w scenie aresztowanie Jezusa...

No i dotarliśmy do krzyża. Z pomocą dzieci wypisałam grzechy czarnym markerem, a potem zamazałam je na czerwono. Był też czas przeznaczony na modlitwę.

Potem otwarliśmy grób - i wiecie co się okazało? Że jest pusty!
Na koniec dzieci z żółtych klocków budowały pałac dla Pana Jezusa, który przecież teraz króluje z Niebie. A do domu dostały dzienniczki z modlitwą na cały tydzień - każdego dnia poruszany jest jeden temat i każdy z nich ma dopasowany kolorowy cukierek**:
  • W poniedziałek dzieci dziękują za to, że Bóg stworzył piękny świat. (zielony)
  • We wtorek przepraszają Boga za swoje grzechy. (czarny)
  • W środę dziękują za Bożą miłość i przelaną krew Jezusa (czerwony)
  • W czwartek za te, że grzechy są przebaczone dzięki tej krwi. (biały)
  • W piątek dziękują za zmartwychwstanie. (żółty)
  • W sobotę proszą o prowadzenie Ducha Świętego, po to by postępować dobrze i nie grzeszyć. (pomarańczowy)
  • W niedzielę dziękują za to, że Jezus przygotowuje im mieszkanie w Niebie. (niebieski)
Mam nadzieję, że tak wyposażone, w wiedzę na temat historii Wielkiejnocy i przewodnik modlitewny rozłożony na cały tydzień, zapamiętają z tych świąt coś więcej niż czekoladowe zajączki...

_____________________

* Tego, że precel jest symbolem modlitwy dowiedziałam się z Wikipedii. A zajrzałam tam dlatego, że przy szukaniu inspiracji na to jak zobrazować wydarzenia z ogrodu Getsemane na pintereście co i raz mi ten precel wyskakiwał. Legenda o preclu jest bardzo ładna, polecam przeczytać.

** Cukierkowa modlitwa to moja interpretacja angielskiego wierszyka, zmieniona do własnych potrzeb, skrócona z 12 elementów do 7 i niestety, nierymowana. Ale jak ktoś chce tekst modlitwy, który napisałam dzieciom w tych dzienniczkach, które dostały to chętnie prześlę, tylko podajcie maila,

niedziela, 7 września 2014

Biblioplastyka: Wielkie dzieło = wielka frajda!

No i rok szkolny się zaczął. Dziś u nas, na szkółce odbyła się inauguracja roku szkolnego, na którą złożyło się nie tylko błogosławieństwo dzieci, ale też modlitwa o mądrość dla nauczycieli, obwołanie nowego lidera, zebranie z rodzicami i pierwsze, jeszcze luźne zajęcia. Tak więc - ruszyliśmy pełną parą!

A dziś będzie notka inspirowana projektem, który zamierzamy realizować podczas tego roku szkolnego. Jaki to będzie projekt - zdradzę wam na samym końcu, teraz porozmawiajmy o... Rozmiarach!

Zazwyczaj na szkółce jest taki punkt programu jak zajęcia plastyczne. Bywają one różne - w zależności od kreatywności nauczyciela wahają się od kolorowanki aż do wieloczęściowych zabawek. Różny jest też ich rozmiar - są takie, które można wkleić do zeszytu, takie, które dzieci zabiorą do domu bez problemu i takie, których objętość nie zostanie pozytywnie przyjęta przez rodziców. Są też takie, których do domu się nie zabiera, bo a) są zbyt duże, b) nie wiadomo, kto miałby je zabrać. Mowa o pracach zbiorowych.

Być może większe nie znaczy lepsze. Ale na pewno większe znaczy bardziej efektowne. A dzieci lubią efektowne rzeczy - to po pierwsze. Po drugie - dzieci to stworzenia stadne. Owszem, lubią robić coś samemu, ale również - a może jeszcze bardziej, szczególnie w wieku przedszkolnym i w okolicach wczesnej szkoły podstawowej - lubią robić coś wspólnie.

Praca grupowa uczy współpracy, cierpliwości, wybaczania i miłości bliźniego jak nic innego! Jest praktycznym zastosowaniem wartości chrześcijańskich, które chcemy przekazać dzieciom na szkółce :)



A jak to zrobić? Banalnie proste! Potrzebny tylko duży arkusz papieru i pomysł na to co nasz wspólny plakat ma przedstawiać. Oczywiście musi to być związane z tematem lekcji, najlepiej sprawdza się coś co jednocześnie będzie symbolem głównej prawdy poruszanej na zajęciach, na przykład:

Źródło

  • przy stworzeniu świata plakat zatytułowany "Dziękuję Boże, że stworzyłeś..." z przyklejonymi zwierzętami, roślinami i innymi stworzonymi przez Boga rzeczami, na przykład powycinanymi z gazety
  • wielka tęcza zrobiona na szkółce o Arce Noego,
  • kontur owcy, wypełniany kulkami z waty, kiedy opowiadamy o dobrym pasterzu,
  • pień drzewa do którego przykleimy liście zebrane za spacerze, a potem przygotowaną wcześniej przez nauczyciela głowę Zacheusza, wystającą spomiędzy liści,
  • duża, zielona, trójlistna koniczyna, na której możemy wyjaśnić co to jest Trójca Święta...
I tym podobne.

Co do techniki wykonania takich prac, to najlepiej sprawdzają się wszelkiego rodzaju wyklejanki albo odbijanie dłoni.

Jest jeszcze jeden, bardzo duży plus takich wielkich, wspólnych prac plastycznych - jeśli macie własne pomieszczenia, takie prace -powieszone na ścianie - nadadzą sali szkółkowej niepowtarzalny charakter! A dzieci będą mogły pochwalić się przed rodzicami :)

No i tutaj przechodzimy do naszego tegorocznego projektu. Ponieważ nasz Kościół nie ma własnej sali, tylko wynajmujemy dwie niewielkie sale od innego kościoła, nie możemy wieszać w salce szkółkowej żadnych obrazków na ścianach. Dlatego wymyśliłam, że przez najbliższy rok, na każdej szkółce, będziemy wykonywać grupową pracę na rolce papieru, którego nie będziemy rozdzielać na części, ale przewijać, żeby na koniec roku powstało coś na kształt panoramy zajęć. Całość, ostatniej niedzieli roku szkolnego, rozwiesimy na ścianach i zrobimy wystawę dla wszystkich zborowników. Efektami podzielę się oczywiście tutaj :)

niedziela, 31 sierpnia 2014

Porozmawiajmy: Współpraca z rodzicami

Witam Was po - niezamierzonej - wakacyjnej przerwie. Obiecywałam, ze posty będą pojawiać się mimo wakacji, ale nie dałam rady... I niestety nie było to spowodowane wakacjami, ale epidemią ospy wietrznej, która dotknęła moje dzieci i - tak! - mojego męża. Większość wakacji spędziłam więc robiąc za sanitariuszkę :) No ale jutro pierwszy września, więc pora skierować pociąg do zajęć biblijnych dla dzieci na odpowiednie tory!

Dziś chciałabym podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami na temat współpracy nauczyciela szkółkowego z rodzicami.

Nie ukrywajmy - od rodziców wiele zależy. Jeśli rodzice traktują szkółkę jak przechowalnie dla dzieci na czas kazania to choćby się nauczyciel dwoił i troił to sam nic nie osiągnie. Nauczyciel szkółki niedzielnej działa w cieniu - pastor i starsi nie bywają na szkółce, nie wiedzą co się tam dzieje. Wiedzą dzieci i - z tego co dzieci opowiedzą - rodzice. Rodzice natomiast tworzą Kościół, a Kościół to twór którego głosu słuchają pastor i starsi. Tak więc dopiero stąd mogą dowiedzieć się co dzieje się na zajęciach dla dzieci. Wygląda to mniej więcej tak:


Pastor i starsi będą traktować poważnie to co robi nauczyciel jedynie wtedy, kiedy poważnie szkółkę będą traktowali rodzice dzieci uczęszczających. Jak to osiągnąć?

Po pierwsze - informuj!

Każdy lubi, kiedy inni się z nim liczą. Jeśli chcemy, by rodzice traktowali nas poważnie, my też musimy tak ich traktować. Co to znaczy w praktyce? To znaczy, że rodzice powinni wiedzieć jak najwięcej.

Kiedy we wrześniu świeży rodzic powierza po raz pierwszy, drugi, a nawet i siedemnasty pod opiekę cioci szkółkowej swojego wychuchanego trzylatka i zostaje w głównej sali słuchając kazania to - uwierzcie, wiem, co mówię! - nie słyszy tego kazania. Owszem, słucha. Usilnie się stara. Ale nic do niego nie dociera. Dlaczego? Bo przez cały czas trwania zastanawia się czy jego dziecko nie płacze, nie rozrabia, słucha się, potrafi wykonać to co polecił nauczyciel i tak dalej... Przy tym co chwilę zerka albo na zegarek, albo na drzwi, czekając kiedy będzie odpowiednia godzina i wypatrując cioci szkółkowej prowadzącej uryczanego, wysmarowanego klejem trzylatka z obciętymi samodzielnie podczas zajęć włosami (bo może nauczycielka nie zauważyła i sam wziął nożyczki!).

Najczęściej ten scenariusz się nie sprawdza, a trzylatek wbiega radośnie po kilku taktach piosenki granej na zakończenie, ściskając w ramionach wątpliwej jakości malunek. Czy to wystarcza, żeby uspokoić skołatane serce rodzica? Niekoniecznie. Dlatego po nabożeństwie do ciociu ustawi się kolejka rodziców spragnionych wiedzy. Ciocia oczywiście odpowie na wszystkie pytania, uspokoi i zapewni, że dziecko się na szkółce spisało niesamowicie dzielnie. I teoretycznie powinno to wystarczyć...

A jak jest w praktyce? Rodzice już w październiku przyzwyczajają się do nowej sytuacji. Czy to znaczy, że nie trzeba już im mówić, jakie dzielne mają dziecko? Wręcz przeciwnie! Teraz to nauczyciel powinien ustawiać się do nich w kolejce. W momencie, kiedy doceniamy czyjeś dziecko to tak jakbyśmy chwalili rodzica. A kto nie lubi, kiedy się go chwali?

A co jeśli dziecko niekoniecznie zawsze jest grzeczne? O tym też trzeba mówić. Bo świadczy to o zainteresowaniu nauczyciela wychowankami. A zainteresowanie zawsze się liczy.

O czym jeszcze należy informować i w jakiej formie?
  • O zasadach działania szkółki i programie przewidzianym na dany rok/semestr - najlepiej podczas krótkiego zebrania rodziców.
  • O tematach poruszanych na zajęciach - można je wpisywać do zeszytów, jeśli dzieci je mają lub po prostu mówić o nich podczas rozmowy z rodzicami po szkółce.
  • O wydarzeniach, które mają nastąpić - znów: zeszyty lub rozmowa. Można też przygotować specjalny list do rodziców i rozdać dzieciom albo bezpośrednio rodzicom.
  • O osiągnięciach - najlepiej w towarzyskiej rozmowie. Ale pamiętajmy o tym, że każdy lubi się swoim dzieckiem chwalić - pomogą w tym w/w wydarzenia: może występ dzieci z okazji świąt lub wystawa prac na zakończenie roku?
Po drugie - angażuj!

Tak jak pisałam - nawet całkiem świeży rodzic w październiku przyzwyczaja się, że może w spokoju posłuchać kazania, bez konieczności uciszania małoletnich albo czytania szeptem książeczek, żeby się dziecku nie nudziło. Od docenienia komfortu jest już blisko do tego, by przyjąć ten komfort jako coś co się prawnie należy. A od tego już niestety bardzo blisko do zrzucenia odpowiedzialności za dziecko na nauczyciela. Jak do tego nie dopuścić? Angażować i wymagać.

My, nauczyciele, jesteśmy po to, by rodzicom pomóc. Ale pomoc to nie jest wyręczenie w wychowywaniu w wierze. Ile można przekazać dziecku podczas jednej godziny w tygodniu? Niewiele, prawda? Dlatego potrzebne jest uzupełnianie się między rodzicami i nauczycielami. Jak to zrobić?
  • Zadawaj dzieciom "coś do domu". Może to być obrazek do pokolorowania, werset do nauczenia i tym podobne.
  • Zaangażuj rodzica do przygotowania przedstawienia świątecznego. Dzieci tylko na szkółce nie nauczą się tekstu kolęd, bo jest na to za mało czasu. No i potrzebna będzie pomoc przy przygotowaniu kostiumów!
  • Niech będzie taki okres w roku, kiedy nie ma zajęć zorganizowanych dla dzieci (najlepiej wakacje). W tym czasie to rodzice będą musieli zając się podczas nabożeństwa swoimi pociechami. Myślę, że dobrym sposobem jest ustalenie dyżurów wśród rodziców - wtedy mogą docenić bardziej to, co robią dla nich nauczyciele. W naszym kościele posunęliśmy się o krok dalej - również w ciągu roku szkolnego będzie kilka takich niedziel, kiedy za zajęcia dla dzieci będą odpowiadali rodzice.
Po trzecie - nie przesadzaj!

Praca wśród dzieci to twoja służba i twoja pasja. Rodzice - mimo, że są rodzicami - nie muszą tego kochać (tej służby, nie swoich dzieci :D). Prócz tego - oni są ze swoimi dziećmi cały tydzień i czasem po prostu chcą posłuchać kazania. Dlatego nie wymagaj zbyt wiele. Odpuść, jeśli notorycznie nie przynoszą zeszytu dziecku i przemyśl, czy w przyszłym roku nie zmienić systemu na zeszyty stacjonarne, które będą uzupełniane tylko na szkółce i dzieci będą je zabierać dopiero na koniec roku. Nie napiętnuj nienauczonych wersetów i niepokolorowanych obrazków - owszem, to, że jest to nie zrobione to wina rodziców, zwłaszcza w przypadku małych dzieci, ale napominanie nie przyniesie wymiernych efektów. Jeśli nie ma w nich chęci to i tak nie będą tego robić, więc moze lepiej zrezygnować na jakiś czas z tej części szkółki na rzecz rozbudowania na przykład nauki piosenek? Trzeba być elastycznym i metody dostosować nie tylko do dzieci, z którymi się pracuje, ale też do ich rodziców.

Życzę powodzenia i owocnej współpracy, na ten nowy rok szkolny! Sobie również :)

poniedziałek, 14 lipca 2014

Pomysł na: Przeżywanie historii razem z dziećmi

O tym, że "zwykłe" opowiadanie historii jest nudne, pisałam już niejednokrotnie :) Staram się podsyłać Wam pomysły, jak można to zrobić inaczej: pisałam już o budowaniu świata przedstawionego z elementów. Dziś chciałabym zająć się odgrywaniem historii razem z dziećmi.

Odgrywanie historii nie ma nic wspólnego z przedstawieniem/dramą/teatrzykiem. Chodzi tu raczej o to, żeby dziecko mogło przeżywać to samo (oczywiście na mniejszą skalę...) co przeżywali bohaterowie historii. Dziecko nie jest aktorem, ale odwiedza miejsca (stworzone za pomocą symbolicznej scenografii) i wykonuje te czynności, które występują w opowieści. To wzbudza w dziecku emocje, historia jest dynamiczna, a dziecko podekscytowane, a to z kolei sprzyja zapamiętaniu.

Dobrymi historiami na takie zajęcia będą "opowieści drogi". Wszędzie tam gdzie bohaterowie wędrują i mają do spełnienia jakieś zadania więc na przykład:

- Abraham,
- Jakub,
- Józef (patriarcha)
- Mojżesz (wyjście z Egiptu),
- Eliasz,
- Jonasz,
- Jezus (np. wjazd do Jerozolimy i wydarzenia w świątyni, ale tu raczej wcielamy się w ludzi go witających)
- Paweł.

Wczoraj wykorzystałam tę metodę przy szkółce o Jonaszu. Jonasz w ogóle jest moim ulubionym bohaterem i bardzo lubię opowiadać o nim dzieciom. Historia ta ma wiele zastosowań: można wyciągnąć z niej prawdę o posłuszeństwu Bogu, o tym, że Bóg jest wszędzie i zawsze nas słyszy, że jest łaskawy i zawsze przebacza winy, których żałujemy, można odnieść tę historię do zmartwychwstania Pana Jezusa (Jonasz był w brzuchu ryby trzy dni, to prawie tak jakby umarł) lub tak jak ja zrobiłam: historią o Jonaszu zainspirowałam dzieci do modlitwy o nasze miasto - Londyn.

Przygotowanie

Samo przygotowanie do opowiadania historii metodą odgrywania jest dość proste: nie potrzebujemy obrazków, skomplikowanych pomocy, ani nic trudno dostępnego. Potrzebujemy sprzętów dostępnych na codzień i trochę wyobraźni.

W sali, w której odbywają się zajęcia należy ustawić kilka stacji. W przypadku Jonasza będą to:
- dom Jonasza (na przykład kontur z taśmy malarskiej przyklejony na ścianie) - opcjonalnie,
- statek (skrzynia, kanapa, wielki karton. W wersji luksusowej maszt z kija od miotły i żagiel z ręcznika),
- wielka ryba (stół przykryty ciemną narzutą),
- Niniwa (zbudowana z klocków lub namalowany duży plakat przedstawiający miasto) - opcjonalnie.
Najważniejszymi punktami są oczywiście statek i ryba, choć wczoraj dzieci były niepocieszone, że nie zbudowałam miasta...

Jak opowiadać?

Dynamicznie! To podstawowa cecha tej metody. Podczas opowiadania dzieci cały czas się przemieszczają i wykonują to co robił Jonasz.

Zaczynamy w domu. Dzieci nasłuchują tak jak Jonasz głosu Boga. Potem udają, że się przestraszyły iwreszcie razem wędrujecie na statek.
Na statku Jonasz (i dzieci) zasypia, a dookoła trwa burza. Fale będzie udawać niebieska chustka, którą opowiadający macha "zalewając" statek. Później dzieci zostają tak jak Jonasz wyrzucone za burtę - na podłogę, gdzie udają pływanie, a opowiadający otwiera pysk wielkiej ryby, czyli odsłania jedną część narzuty przykrywającej stół, a dzieci wpływają do środka.
W brzuchu ryby jest ciemno i śmierdzi rybami. Ciemność załatwia nam narzuta, żeby śmierdziało dajemy dzieciom do powąchania rybę - na przykład przynosimy puszkę tuńczyka (lepiej przełożyć do pudełeczka, żeby nikt się nie skaleczył).
Po modlitwie Jonasza ryba nas wypluwa, czyli wychodzimy na zewnątrz i maszerujemy (w kółko, żeby było trochę dłużej) aż do Niniwy, gdzie ogłaszamy Boże Słowo. Mówimy dzieciom co zrobili mieszkańcy Niniwy i na tym historię możemy zakończyć.
Jeśli chcemy opowiedzieć jeszcze co stało się dalej (proponuję to raczej zostawić dla trochę starszych dzieci, nie dla trzylatków, bo może być za dużo. Tak od pięciu wzwyż.) musimy uszykować jeszcze liść - na przykład papierowy (to krzew rycynusowy) i robaka (oczywiście nie żywego, sztucznego), ewentualnie szałas dla Jonasza. No i postępujemy dokładnie tak jak wcześniej: budujemy z Jonaszem szałas, wyrasta krzew, potem jak Jonasz idzie spać robak krzew podgryza i roślina usycha.*

Jeśli chcecie tak jak ja wykorzystać tę historię do modlitwy o miasto, w którym mieszkacie proponuję przynieść na zajęcia jeszcze mapę/plan miasta i jakieś pocztówki lub zdjęcia przedstawiające miejsca w waszym mieście. Mapę rozłóżcie na podłodze i poukładajcie pocztówki w odpowiednich miejscach. Pokaż też dzieciom gdzie znajduje się wasz kościół i gdzie mieszkają jeśli ty wiesz lub oni wiedzą. Potem połóżcie wszyscy ręce na mapie i pomódlcie się. W przypadku młodszych dzieci dobrze sprawdza się jeśli modli się prowadzący a dzieci powtarzają. Pamiętajmy tylko, że ta modlitwa musi być prosta, żeby dzieci ją zrozumiały.

Jeśli zechcesz wykorzystać mój scenariusz pamiętaj, że potrzebne jest jeszcze coś co dzieci zabierają do domu, jakaś praca plastyczna. Oto moje propozycje:


Źródło

Źródło 
Przy ostatniej pracy oczywiście zamiast monety wsadzamy Jonasza :)

Mam nadzieję, że te informacje się Wam przydadzą, mimo, że zaczęły się już wakacje. Ale może macie swoje foldery z pomysłami? Zawsze możecie to tam wrzucić!
______________________

*Wersja z krzewem i robakiem daje nam więcej możliwości później - możemy opowiedzieć dzieciom, że Bóg może użyć każdego, nawet małego robaka. Możemy nauczyć ich piosenki o małym żuczku/małych wróbelkach. Wreszcie - możemy przynieść na szkółkę żelkowe robaki i poczęstować dzieci.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Pomysł na: Co na nowy rok?

Prawdopodobnie większość z Was, tu zaglądających, jeśli prowadzi jakieś zajęcia biblijne, korzysta z podręczników i gotowych programów. Ale może zdarzy się tu ktoś, kto gotowej książki nie używa, bo albo nie posiada, albo nie odpowiadają mu proponowane programy.

Ja do takich osób należę. Myślę, że jest to specyficzne przy prowadzeniu maluchów - nie znalazłam, jeszcze programu dla maluchów, który idealnie by mi odpowiadał. Najczęściej podpieram się kilkoma książkami, z których wyciągam co mi pasuje do lekcji, a tematy biorę bezpośrednio z Biblii, przedstawiając ją dzieciom chronologicznie. Dla osób stosujących podobny system jest ten post.

Cały miniony rok omawialiśmy Stary Testament (jeszcze kilka tematów pozostało, w Wielkiej Brytanii rok szkolny trwa aż do drugiej połowy lipca.). Począwszy od stworzenia świata, przez patriarchów, sędziów, wybranych królów i proroków. Ponieważ dla "moich" dzieci był to pierwszy rok nauki, miało to na celu przybliżenie im biblijnego świata przedstawionego i realiów.

W przyszłym roku szkolnym chciałabym zająć się z dziećmi Nowym Testamentem i osobą Jezusa. W związku z tym opracowałam wczoraj (z niewielką pomocą moich rodziców, wieloletnich nauczycieli szkółek niedzielnych) roczny plan tematów, którym chciałam się z Wami podzielić.

Zaczęłam od tego, że podzieliłam rok szkolny na trzy okresy i przypisałam im zbiory tematów:

I. Od września do grudnia, do świąt Bożego Narodzenia - tematy: co doprowadziło do przyjścia Jezusa na świat i Boże Narodzenie.
II. Od stycznia do 5 kwietnia, do Wielkanocy - tematy: życie, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa.
III. Od kwietnia do lipca (u nas dłuższy rok szkolny) - nauki Jezusa i jego uczniów.

Później policzyłam ile niedzieli przypada na jaki okres. Liczyłam tylko 3/4 niedzieli z tego względu, że do września wprowadzamy jedną niedzielę w miesiącu nieszkółkową, która ma zaangażować rodziców do opieki nad dziećmi. Poza tym, myślę, że układ mnieszej ilości zaplanowanych zajęć niweluje nam niebezpieczeństwo, że Boże Narodzenie według programu wypadnie nam w okolicy lutego, kiedy jakieś zajęcia się nie odbędą, wyskoczą jakieś niespodziewane okoliczności typu konferencja w kościele albo brak dzieci na szkółce. Przy programach opracowanych na styk, czasem się tak zdarza - mnie się zdarzało. Ale wracając do ilości niedziel - wyszło mi kolejno:

I. 12 niedzieli plus niedziela okołoświąteczna.
II. 10 niedzieli plus Wielkanoc.
III. 5 niedzieli przed Zielonymi Świątkami, Zielone Świątki i 6 niedzieli do wakacji.

I. Na początek pierwszego okresu zaplanowałam tematy przypominające to, czego dzieci nauczyły się w poprzednim roku i jednocześnie wprowadzające ważne kwestie odnoszące są do Jezusa.
  1. Stworzenie świata.
  2. Upadek pierwszych ludzi (grzech).
  3. Arka Noego (obmycie z grzechu).
  4. Abraham (naród wybrany).
  5. Ofiara za grzechy (na podstawie kilku wybranych historii ze Starego Testamentu).
  6. Prorocy opowiadają o Zbawicielu (na podstawie wybranych postaci).
W okolicy drugiej połowy października zajmiemy się już Nowym Testamentem. Na samo narodzenie Jezusa składa się kilka historii, które dadzą nam czas na to, by przybliżyć dzieciom to ważne wydarzenie, przygotować je do świąt i - być może - dać im czas, by nauczyły się dobrze jakiejś kolędy, by mogły wystąpić w czasie Bożego Narodzenia przed rodzicami. Małe dzieci potrzebują na to dużo czasu, żeby się nie stresować. następne sześć lekcji będzie więc wyglądać mniej więcej tak:
  1. Zapowiedź i narodziny Jana Chrzciciela.
  2. Anioł zwiastuje Marii.
  3. Narodzenie Jezusa i przyjście pastuszków do stajenki.
  4. Mędrcy ze wschodu.
  5. Ucieczka do Egiptu.
  6. Mały Jezus w świątyni.
Później następuje niedziela świąteczna, podczas której powtarzamy całą historię o narodzeniu Pana Jezusa, ostatnie 5 lekcji.

II. Kiedy w styczniu, po świętach, dzieci wracają do nauki, czekają ich niesamowite historie o tym, co robił Pan Jezus gdy był na ziemi. Tematami będą w tym okresie:
  1. Chrzest Jezusa.
  2. Powołanie pierwszych uczniów.
  3. Uzdrowienie trędowatego.
  4. Uciszenie burzy.
  5. Córka Jaira.
  6. Nakarmienie pięciu tysięcy.
  7. Uzdrowienie głuchoniemego i niewidomego.
  8. Jezus i dzieci.
  9. Zacheusz.
  10. Wjazd Jezusa do Jerozolimy - w Niedzielę Palmową.
Na szkółce Wielkanocnej przedstawiamy dzieciom historię śmierci u zmartwychwstania, która to szkółka powinna być jednocześnie ewangelizacją, bo nikt nie jest za mały, żeby przyjąć Jezusa do swojego serca.

III. W trzecim okresie roku skupimy się na tym, czego uczył Jezus i na pierwszym kościele. I znów podzieliłam to na dwie części. Pierwsza to przypowieści:
  1. Podobieństwo o siewcy.
  2. Miłosierny samarytanin.
  3. Nie troszczcie się.
  4. Dobry pasterz.
  5. Syn marnotrawny.
Momentem przełomowym są Zielone Świątki, które w przyszłym roku przypadają na 24 maja. W ten dzień, żeby zachować utrzymywaną przez cały rok zbieżność z kalendarzem, najlepiej opowiedzieć dzieciom o zesłaniu Ducha Świętego. Po Zielonych Świątkach można zacząć wprowadzać lekcje dotyczące pierwszych chrześcijan i nauk zawartych w listach. Ja proponuję następujące tematy:
  1. Uzdrowienie chromego w bramie świątyni.
  2. Ananiasz i Safira.
  3. Piotr w więzieniu.
  4. Paweł - nawrócenie i misja.
  5. Owoce Ducha Świętego.
  6. Chrześcijańska zbroja.
Ustalony przeze mnie program zawiera jednocześnie:
  •  nawiązanie do tego, czego dzieci już się uczyły, 
  • Ewangelię i ewangelizację "w pigułce",
  • zbieżność z kalendarzem, a co za tym idzie kompatybilność przyswajania i przeżywania historii na zajęciach i zdarzeń w codziennym życiu.
A Wy, co o tym sądzicie?

czwartek, 19 czerwca 2014

Pomysł na: Czy wszyscy muszą robić to samo?

Czwartek jest, niedziela i szkółka zbliża się wielkimi krokami, trzeba się przygotować!

A ja ostatnio, zafascynowana pedagogiką Montessori (Syn w przedszkolu od tygodnia!), zastanawiam się nad tym, czy szkółka zawsze musi wyglądać tak samo... Tak samo w sensie schematu: modlitwa - historia - piosenka - praca plastyczna - zabawa. Wszyscy wszystko razem. A gdyby tak zaczerpnąć właśnie z metod Montessori i wprowadzić na zajęciach biblijnych pracę własną?

W mojej głowie rodzi się pomysł podobny do interaktywnego muzeum. W takim muzeum, zwiedzając z przewodnikiem, dowiadujemy się najpierw podstawowych informacji na dany temat, a potem, na własną rękę go zgłębiamy, przy pomocy dostępnych materiałów, doświadczeń i eksperymentów. Podobnie jest w przedszkolu mojego syna i to się sprawdza! Sama widziałam, jak moje nadruchliwe dziecko siedzi z chłopczykiem przy stoliku i na zmianę wałkują ciastolinę a potem wycinają z niej foremkami cyferki.

Więc gdyby tak przygotować salę przed zajęciami: poustawiać stoliku, foteliki i inne stanowiska pracy pod ścianami, a na środku zostawić puste miejsce, a którym na początku lekcji dzieci spotykałyby sie z przewodnikiem-nauczycielem. Na każdym stanowisku czekałoby na dzieci coś innego, ciekawego...

Może zilustruję to przykładem historii o królu Jozjaszu (bo ten temat przygotowuję na najbliższą niedzielę):

1)  Na początku, na środku sali, zapraszamy dzieci do modlitwy, a potem opowiadamy historię o Jozjaszu, ilustrując ją obrazkami/flanelografem/czym tam mamy. To opowieść bardzo dobrze ilustrująca zasadność dziesięciny, więc warto o tym wspomnieć.

2) Oprowadzamy dzieci po kącikach tematycznych i instruujemy je, co mogą tu robić. Do tego tematu proponuję następujące stanowiska:
- wygodne siedzisko, przy którym dostępna będzie książka lub obrazki, przy pomocy których ciocia opowiadała historię. Jeśli książka zawiera też inne historie (jest to na przykład typowa Biblia dla dzieci z obrazkami), warto wybrane strony skserować w kolorze i włożyć do folderu/teczki/segregatora z koszulkami. Można też obrazki przykleić na długim kawałki papieru i zrobić zwój, żeby oddać klimat Biblii. Tutaj dziecko może przypomnieć sobie treść historii.
- plakat z namalowaną/wydrukowaną świątynią, na przykład taki:

Źródło
Przyda się po to, żeby dziecko mogło zobaczyć jak naprawdę wyglądała świątynia.
- Miejsce reperowania muru: na ścianie (dużym obszarze, ale nie wysoko) przyklej żółte karteczki samoprzylepne. Na niektórych narysuj pęknięcia. Zadaniem dzieci będzie znalezienie pękniętych "cegieł" i zastąpienie ich nowymi. Trzeba pamiętać by pęknięć było wystarczająco dużo w stosunku do dzieci :)
- Miejsce produkcji skrzyń-skarbonek. Przydadzą się do tego wytłoczki na sześć jajek z wyciętymi otworami i farby, mazaki, kredki.
- Mała Świątynia - miejsce wyciszenia, w którym jeśli dziecko chce, może porozmawiać z Bogiem. Przygotuj wysoki stół (tzn. nie dziecięcy, normalnej wysokości), nakryj go jasną tkaniną (prześcieradłem?), przypnij odpowiedni napis, a pod stołem zostaw kredki i kartki, być może dzieci będą chciały namalować swoją modlitwę?
- Tron małego króla - Jozjasz został królem gdy miał zaledwie 8 lat! Przygotuj tron z krzesła lub fotela i koronę, dzieci mogą na nim siadać i przymierzać koronę, ciekawe czy będą dosięgać nogami do podłogi?

Przy produkcji skarbonek i przy wymienianiu cegiełek przyda się asysta dorosłego. Warto też, jeśli na szkółce są przedszkolaki, żeby prócz nauczyciela był ktoś do pomocy.

3) Nauczyciel zajmuje strategiczne miejsce (tam gdzie będzie potrzebny :D), a dzieci zajmują się ty co akurat ich zainteresowało

Dlaczego uważam, że taka forma się sprawdzi? Dzieci pracują w różnym tempie, nawet jeśli są w jednym wieku, a co dopiero, kiedy mamy przedział wiekowy na przykład 3-6 lat. Kiedy jedno dziecko chciałoby jeszcze się pobawić, drugie wyrywa się do malowania, a trzecie chciałoby dokładniej obejrzeć obrazki, które były prezentowane podczas historii. Przy takiej formie, każde dziecko poświęca tyle czasu ile chce na taką formę, jaką sobie wybierze, a wszystko to w celu dobrego zapamiętania historii i głównej prawdy.

Ale to na razie tylko hipoteza. Myślę, że może być ciekawie i dlatego przeprowadzam taki eksperyment w najbliższą niedzielę. Kto podejmie wyzwanie ze mną?

niedziela, 15 czerwca 2014

Biblioplastyka: Po kolei przez patriarchów.

Dziś w naszej pinterestowej wycieczce plastycznej odwiedzimy Księgi Mojżeszowe i Jozuego.Będzie bez zbędnych komentarzy, niech obrazki mówią same za siebie. Gotowi?

Zaczynamy tradycyjnie od stworzenie świata:


Ogród Eden i upadek pierwszych ludzi:




Arka Noego:



I tęczowa obietnica:



Wieża Babel:

Źródło
Abraham - obietnica o licznym potomstwie:

Dodaj napis

(Wprawdzie tu wykorzystany inny fragment Biblii, ale gwiazdka jak najbardziej się nadaje!)

Studnia dla Rebeki:


Sen Jakuba o drabinie do nieba:

Źródło
Płaszcz Józefa:

Źródło
Źródło

Mapa egipsko-palestyńska, pokazująca trasę, jaką pokonywali bracia Józefa, wędrując po zboże. Można ją dowolnie modyfikować -  ta trasa jest w Biblii niezwykle często uczęszczana...

Źródło
Mały Mojżesz w koszyku:


Źródło

Powołanie Mojżesza:


Plagi egipskie:


Źródło
Przejście przez Morze Czerwone:

Źródło

Źródło
Obłok i słup ognia, który prowadził Izraelitów przez pustynię:


Źródło
Źródło
Dziesięć przykazań:

Źródło
Zepsuta manna:


Arka przymierza:


Mojżesz trzymający ręce do góry w trakcie bitwy z Amalekitami:

Źródło
Ziemia obiecana:

Źródło
Zburzenie Jerycha:


Źródło
Mam nadzieję, że coś się Wam przyda - w końcu niedługo wrzesień, a wiadomo, że nie ma września na szkółce bez Ksiąg Mojżeszowych :) Przepraszam, jesli coś jest niechronologicznie, ale przy takiej ilości zdjęć można się pomylić... A po więcej inspiracji, które sobie co wieczór zbieram, zapraszam tutaj.

Jeszcze na koniec pomysł na to, jak można zbudować z dziećmi realnie wyglądający ołtarz, który bardzo często występuje w starotestamentowych historiach i jest dobrym sposobem na zachęcenie dzieci, by dziękowały Bogu: wystarczą papierowe torebki wypchane gazetami i zaklejone taśmą, a po tego płomień z kolorowego papieru lub pokolorowany kredkami!

Źródło
Przy układaniu ołtarza dzieci mogą na głos mówić za co chcą podziękować, lub tylko się nad tym cicho zastanowić. Ofiary już składać nie musimy, dzięki śmierci Jezusa na krzyżu.

Jak Wam się podoba ten pomysł?