W moim ostatnim filmie, w których mówiłam o zabawach na zajęciach biblijnych, wspomniałam o instrumentach - że się przydają i że się warto zaopatrzyć...
No i jasne - fajnie by było, mieć całą szafę różnych instrumentów, zaopatrzyć każde dziecko w gitarę, albo chociaż ukulele i razem z nimi śpiewać i grać, i wielbić Boga na zajęciach. Tylko niestety instrumenty są drogie. Co wtedy?
Wtedy odrobina kreatywności i robimy instrumenty sami przed zajęciami, albo w trakcie zajęć - razem z dziećmi. Wcale nie jest to takie trudne! Tutaj zebrałam dla Was kilkanaście przepisów na instrumenty robione w domu, z ogólnodostępnych materiałów. Po prostu klikacie w obrazek i przenosi Was do strony/bloga, na którym znajdziecie instrukcję, jak to zrobić. A często są to posty zbiorcze, więc klikacie w jeden, a znajdujecie całą masę inspiracji. I wszystko po polsku! Miłego muzykowania!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomysł na.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomysł na.... Pokaż wszystkie posty
czwartek, 7 czerwca 2018
środa, 20 stycznia 2016
Pomysł na: Biblijne Pudełko
Witam was po długiej przerwie :) Czas świąteczny nie sprzyja blogowaniu, ale jestem wreszcie z powrotem. I przychodzę do was z całkiem nową, świeżą propozycją!
Marzę - w związku z moim rozwojem w kwestii nauczania dzieci - o dwóch kursach. Pierwszy to tworzenie figur biblijnych, a drugi to Godly Play, czyli protestancki odpowiednik Katechezy Dobrego Pasterza - zajęć biblijnych przeprowadzanych metodą Montessori. O ile mam pewność, że pierwszego z nich nie uda mi się zrobić w tym roku, to ciągle liczę na to, że chociaż na jednodniowy Godly Play uda mi się wybrać, choć na razie żaden nie jest przewidziany blisko Londynu...
Nie mniej jednak, metoda ta bardzo mnie interesuje i staram się - w miarę możliwości - wprowadzać na moje zajęcia jej elementy. Są to na przykład stacje, których użyłam kiedyś w czasie lekcji wielkanocnej lub lekcji o Jozjaszu, lub zabawa w budowanie świata przedstawionego, o której możecie poczytać tutaj. Nie jest to jeszcze pełne, nie pozwala mi na to miejsce, którym dysponujemy w czasie zajęć z dziećmi na nabożeństwach, ale czerpię inspiracje. I jedną taką inspiracją jest Biblijne Pudełko.
Czym jest Biblijne Pudełko? To po prostu pudełko z zabawkami. Z takimi zabawkami, które przydają się na zajęciach biblijnych, czyli na przykład:
Marzę - w związku z moim rozwojem w kwestii nauczania dzieci - o dwóch kursach. Pierwszy to tworzenie figur biblijnych, a drugi to Godly Play, czyli protestancki odpowiednik Katechezy Dobrego Pasterza - zajęć biblijnych przeprowadzanych metodą Montessori. O ile mam pewność, że pierwszego z nich nie uda mi się zrobić w tym roku, to ciągle liczę na to, że chociaż na jednodniowy Godly Play uda mi się wybrać, choć na razie żaden nie jest przewidziany blisko Londynu...
Nie mniej jednak, metoda ta bardzo mnie interesuje i staram się - w miarę możliwości - wprowadzać na moje zajęcia jej elementy. Są to na przykład stacje, których użyłam kiedyś w czasie lekcji wielkanocnej lub lekcji o Jozjaszu, lub zabawa w budowanie świata przedstawionego, o której możecie poczytać tutaj. Nie jest to jeszcze pełne, nie pozwala mi na to miejsce, którym dysponujemy w czasie zajęć z dziećmi na nabożeństwach, ale czerpię inspiracje. I jedną taką inspiracją jest Biblijne Pudełko.
Czym jest Biblijne Pudełko? To po prostu pudełko z zabawkami. Z takimi zabawkami, które przydają się na zajęciach biblijnych, czyli na przykład:
- zestaw zabawek "Arka Noego",
- drewniane lub plastikowe drzewka,
- łódka
- jakieś zwierzątka, któe często występują w historiach biblijnych, na przykład owieczki, osiołek, rybki czy wielbłąd
- ludziki, na przykład peg doll, ubrane na "biblijny sposób",
- rekwizyty symbolizujące postacie biblijne, na przykład takie jak wiesza się na drzewko Jessego,
- drewniane lub plastikowe klocki,
- chusty w kolorach ziemi i wody, przydatne do tworzenia tła,
- wycięte filcu elementy, na przykłąd ścieżka,
- kamienie, trochę piasku, gałęzie. sieć itp.
Po co to wszystko? Po to, by tworzyć tematyczne miejsce do zabawy. Lub po prostu w ciekawy sposób zilustrować historię, którą opowiadamy. Czasem, jeśli mamy dzieci, łatwo jest znaleźć elementy potrzebne na zajęcia. Ale jeśli tych dzieci w domu nie ma może to być wyzwanie. Dlatego zachęcam Was do tworzenia takich Biblijnych Pudełek, i to nie tylko na szkółkę! Również dla Waszych dzieci, w domu, bo niby dlaczego nie miałyby się bawić w odtwarzanie historii z Biblii? Ja dotychczas wszystkich elementów potrzebnych na konkretne zajęcia szukałam w sobotę, dzień przed zajęciami. Ale teraz jestem w trakcje tworzenia takiego pudełka, z którego na codzień będą korzystać moje dzieci, a w czasie przygotowywania się na zajęcia ja będę miała ułatwione zadanie, bo wszystko będzie w jednym miejscu!
wtorek, 1 grudnia 2015
Drzewko Jessego
Słyszeliście o nim? Prócz tego, ze jest to motyw w sztuce, artystyczne wyobrażenie drzewa geneologicznego Jezusa, który swą nazwę wziął z wersetu z Izajasza 11:1, to jest to też adwentowa tradycja polegająca na codziennym przypominaniu sobie o tym, co było przed Jezusem. Każdego dnia czyta się odpowiadający poszczególnym osobom fragment z Biblii, a symbol zawiesza się na przygotowanej gałązce. Najlepiej, żeby była to żywa gałąż z drzewa owocowego - wsadzona do wody na początku adwentu powinna zakwitnąć do Bożego Narodzenia.
Adwent zaczął się dwa dni temu, ale my nasze Drzewko Jessego zaczęliśmy dopiero dziś. W naszym kościele nie obchodzi się adwentu w uroczysty sposób, więc ja za jego początek zawsze przyjmuję pierwszy dzień grudnia. Nasza gałąź nie jest żywa i nie stoi w wazonie - wisi na ścianie. Ale chyba ważniejsze jest to co znajdzie się na niej i czas poświęcony na przypomnienie sobie historii biblijnych. Mamy też kalendarz adwentowy, w formie małych domków. W każdym z nich dzieci znajdują słodkości i pytanie, na które odpowiedź uzyskają po wysłuchaniu historii biblijnej.
Dzisiejszym tematem było stworzenie świata. Przyznam, ze odbyło się trochę po łepkach, gdyż na ostatnią chwilę szukaliśmy gałęzi i dopiero dziś wieczorem pakowałam niespodzianki do kalendarza. Tylko Ziemia była gotowa wcześniej - uszyłam ją z filcu, tak jak i inne symbole. Na razie gotowych mamy tylko kilka, resztę będę doszywać na bieżąco.
Co znajdzie się na naszej gałęzi?
Adwent zaczął się dwa dni temu, ale my nasze Drzewko Jessego zaczęliśmy dopiero dziś. W naszym kościele nie obchodzi się adwentu w uroczysty sposób, więc ja za jego początek zawsze przyjmuję pierwszy dzień grudnia. Nasza gałąź nie jest żywa i nie stoi w wazonie - wisi na ścianie. Ale chyba ważniejsze jest to co znajdzie się na niej i czas poświęcony na przypomnienie sobie historii biblijnych. Mamy też kalendarz adwentowy, w formie małych domków. W każdym z nich dzieci znajdują słodkości i pytanie, na które odpowiedź uzyskają po wysłuchaniu historii biblijnej.
Dzisiejszym tematem było stworzenie świata. Przyznam, ze odbyło się trochę po łepkach, gdyż na ostatnią chwilę szukaliśmy gałęzi i dopiero dziś wieczorem pakowałam niespodzianki do kalendarza. Tylko Ziemia była gotowa wcześniej - uszyłam ją z filcu, tak jak i inne symbole. Na razie gotowych mamy tylko kilka, resztę będę doszywać na bieżąco.
Co znajdzie się na naszej gałęzi?
- Ziemia - symbol stworzenia świata przez Boga.
- Jabłko - symbol zakazanego owocu zjedzonego przez Adama i Ewę.
- Tęcza - symbol przymierza Noego z Bogiem.
- Gwiazdy - symbol obietnicy licznego potomstawa danej Abrahamowi przez Boga.
- Baranek - symbol ofiary złożonej przez Abrahama Bogu zamiast Izaaka.
- Drabina - ze snu Jakuba.
- Kolorowy płaszcz - ten, który nosił Józef.
- Płonący krzew - w którym Bóg objawił się Mojżeszowi.
- Kamienne tablice - przykazania dane Izraelitom przez Boga.
- Trąba - symbol zburzenia Jerycha.
- Dzban i chowana w nim pochodnia - symbolizuje Gedeona.
- Kłos zboża - taki jakie Rut zbierała z pola Boaza.
- Ucho - symbolizujące Samuela, który słuchał Boga.
- Korona - króla Dawida.
- Ołtarz - symbol triumfu Boga Eliasza nad Baalem.
- Coś, co będzie symbolizować proroka Izajasza, jeszcze nie wiem co.
- Lew - z jaskini, do której został wrzucony Daniel.
- Ryba - ta, która połknęła Jonasza.
- Mur - symbol odbudowanej przez Nehemiasza Jerozolimy.
- Tabliczka i ołówek - na której Zachariasz zapisał imię swojego syna, Jana.
- Biały kwiat (lilia) - symbolizujący Marię.
- Ciężarna kobieta - Elżbieta.
- Młotek - narzędzie pracy cieśli, Józefa.
- Dzieciątko w żłóbku - mały Pan Jezus.
Wspomniałam, że w paczuszkach z kalendarza znajdują się pytania związane z historiami.
Jeśli dzieci znają odpowiedź - cieszą się, więc jest dobrze. Jeśli nie znają - jest to powód by uważnie wysłuchać historii i też jest dobrze. Moje propozycje pytań (nie mam jeszcze wszystkich, ale dzielę się tym co mam :D):
- Kto stworzył świat?
- Jak mieli na imię pierwsi ludzie?
- Co zbudował Noe?
- Jak liczne miało być potomstwo Abrahama?
- Co zamiast Izaaka ofiarował Bogu Abraham?
- Kto chodził po drabinie, która przyśniła się Jakubowi?
- Co dostał w prezencie od ojca Józef?
- W jaki sposób Bóg przemówił do Mojżesza?
- Ile było przykazań?
- Co robili ludzie chodzący dookoła Jerycha?
- Co Gedeon zostawiał na trawie?
- Co Rut zbierała z pola Boaza?
- Kiedy Bóg przemówił do Samuela?
- Kim był Dawid zanim został królem?
- Kto przynosił jedzenie Eliaszowi?
- ...
- Gdzie został wrzucony Daniel?
- Kto połknął Jonasza?
- Co odbudował Nehemiasz?
- Jak miał mieć na imię syn Zachariasza?
- Co powiedział Marii anioł?
- ...
- Kim był z zawody Józef, opiekun Pana Jezusa?
- Kto pierwszy odwiedził małego Jezusa?
Dlaczego warto zrobić coś takiego w domu?
Przede wszystkim jest to świetny sposób na przypomnienie sobie historii biblijnych i prawd w nich drzemiących. Dzieci dzięki temu, że coś takiego się dzieje nie będą skupiały się tylko na świętym Mikołaju i prezentach, ale przypomną sobie - lub dowiedzą się - kto przed nimi czekał na to pierwsze Boże Narodzenie. Jest to też dobre dla rodziców - przypomną sobie parę rzeczy i odkryją czego nie pamiętają. Na na przykład odkryłam, że mam straszne braki z Izajasza... I może to też być ciekawy sposób na spędzanie razem czasu, szczególnie jeśli nie ograniczymy się tylko do przeczytania historii z Biblii dla dzieci.
Co jeszcze można zrobić?
- Stwórzcie razem świat - użyjcie zabawek: zwierzątek, drzewek, lalek, a także kolorowych chustek i lampek: dużej na słońce, choinkowych na gwiazdy, lusterka jako księżyca.
- Spróbujcie różnych owoców. Może niejadki dadzą się przekonać?
- Zbudujcie arkę z kartonu i zapakujcie tam zwierzątka - tylko parami!
- Może wieczorem uda wam się zaobserwować gwiazdy na niebie? Jeśli jednak mieszkacie w dużym mieście lub będzie pochmurno i stanie się to niemożliwe - przygotuj dzieciom kartki z namalowanymi gwiazdami przy pomocy świeczki i daj czarną lub granatową farbę, by zamalowały tło.
- Zbudujcie ołtarz - na przykład z wypchanych gazetami papierowych torebek.
- Zróbcie papierowe aniołki - potem możecie powiesić je na choince!
- Może małe warsztaty tkackie? Albo projekcja Józefa, władcy snów.
- Obejrzyjcie razem Księcia Egiptu - to naprawdę świetny film.
- Spróbujcie nauczyć się dziesięciu przykazań - pomoc znajdziecie TU.
- Najpierw zbudujcie z klocków mury miasta, a potem je burzcie!
- Mały eksperyment - czy da się pomoczyć podłoże tak, żeby nie pomoczyć leżącej na nim waty? A odwrotnie?
- Znów propozycja filmowa. TU dostępna bardzo ładna wersja historii Rut i Boaza.
- Może zabawa w głuchy telefon? Albo zróbcie telefon z kubeczków.
- Niech każdy zrobi sobie własną koronę!
- Upieczcie chleb z mąki i oliwy, na przykład focaccię.
- ...
- Przygotujcie sobie maski lwów.
- Na stół narzućcie gruby koc i udawajcie, że jesteście w brzuchu wielkiej ryby.
- Macie jakieś kartony? Mogą też być poduszki. Zbudujcie z nich mur.
- ...
- Może więcej aniołków na choinkę? A może nauczcie się kolędy?
- ...
- Zbudujcie stajenkę - na przykład z patyczków od lodów albo nawet z kartonu - to praca odpowiednia dla cieśli.
- Stajenkę trzeba wypełnić - ustawcie w niej żłóbek, Marię, Józefa, pastuszków, mędrców, zwierzęta i anioły. Nie zapomnijcie o gwieździe!
No, rodzice! Nie ma co czekać, grudzień ucieka! Nic nie stoi na przeszkodzie, by zacząć od jutra, a stworzenie świata i historię Adama i Ewy opowiedzieć jednego dnia. Symboli nie trzeba od razu szyć - można wydrukować, pokolorować i podkleić kartonem. Znajdziecie je na przykład TU. A co to za problem znaleźć gałąź? Przecież żaden. Myślę, że waszym dzieciom spodoba się, jeśli zrobicie razem coś takiego :)
niedziela, 20 września 2015
Pomysł na...: Duża Biblia na zajęciach dla małych
Powiem Wam szczerze, że dotychczas nie miałam żadnych przemyśleń na ten temat. Biblia służyła mi głównie w domu, podczas przygotowywania szkółki. Zawsze prowadziłam grupy maluchów, więc dorosła Biblia w czasie zajęć mało się przydawała - za trudny język, nieporęczny rozmiar kiedy trzeba przeczytać jeden werset... Ale zaczęłam ostatnio myśleć na ten temat i stwierdziłam, że Biblię - taką dorosłą, prawdziwą - trzeba pokazywać dzieciom od początku, a potem stopniowo zwiększać jej używanie. Muszę się w tej kwestii poprawić... A dla Was - i też dla siebie - przygotowałam etapy używania Biblii w czasie szkółki. Etapy, które wchodzą w życie wraz z dorastaniem małych szkółkowiczów.
- Etap rekwizytu. To chwila, kiedy zaczynamy pokazywać dzieciom Biblię. Przynosimy ją na szkółkę i mówimy maluchom, że historia, którą będziemy opowiadać, została napisana w tej księdze i jak wszystkie umieszczone tam historie jest prawdziwa. Dzieci często traktują opowieści biblijne jak bajki, więc tę prawdziwość trzeba podkreślać.
- Etap wersetu. Już przedszkolakom podczas zajęć można przeczytać jeden werset. Można spróbować nauczyć ich tego wersetu na pamięć, ale nawet jeśli nie chcemy tego robić, to dobrze jeśli dzieci będą widziały, że czytamy go z Biblii, a nie znaleźliśmy na suficie.
- Etap zabawy. Jakkolwiek dziwnie to brzmi - dajmy dzieciom pobawić się Biblią! Dzieci, które znają już litery i umieją już trochę czytać chętnie spróbują swoich sił podczas zabawy z Biblią: będą szukać wyrazów do łamigłówki albo na otworzonej przez nas stronie odnajdą i przeczytają podany werset.
- Etap czytania. To czas, kiedy dzieci już dobrze czytają - wtedy czytamy historię/fragment tekstu prostu z Biblii. Coś dla dużych dzieci.
- Etap chronologii. Kiedyś dawno temu dzieci na szkółce uczyły się na pamieć ksiąg biblijnych. Ja nie jestem fanem zakuwania na pamieć, raczej preferuję umiejętność wyszukiwania informacji. Ale i przy tym przyda się wiedzieć, że listy i ewangelie to Nowy Testament, historię o Abrahamie znajdziemy w I Mojżeszowej, jak otworzymy Biblię na środku to znajdziemy tam Psalmy, a historii Daniela szukać trzeba w dalszej części niż historii Rut.
- Etap zabawy zaawansowanej. To czas quizów i konkursów biblijnych, kiedy dzieci są w stanie znaleźć, mając do dyspozycji całą Biblię odpowiedź na pytanie (znaleźć, nie zakuć!). Wprowadza dreszczyk emocji :)
Oczywiście etapy mogą zmieniać kolejność - na przykład można zacząć dzieci uczyć o chronologii wydarzeń biblijnych zanim zaczną czytać całe historie na zajęciach, co często zaczynamy robić już w przedszkolu opowiadając historię w kolejności następowania po sobie w Bożym Słowie. A jeśli przegapiło się etap rekwizytu (jak ja...) to można też zacząć na etapie wersetu. Najważniejsze jest jednak, żeby Biblia na tych zajęciach w ogóle była - w sensie fizycznym, nie tylko wspomniana. A wtedy, mam nadzieję, będziemy oglądać takie obrazki:
wtorek, 8 września 2015
Pomysł na...: Scenografia na zajęciach biblijnych
Może więzienie?
![]() |
| Źródło |
Albo jaskinia pełna lwów:
| Źródło |
Czasem przyda się łódź...
![]() |
| Źródło |
![]() |
| Źródło |
![]() |
| Źródło |
![]() |
| Źródło |
![]() |
| Źródło |
![]() |
| Źródło |
![]() |
| Źródło |
![]() |
| Źródło |
P.S. Moją własną szkółkę ze scenografią możecie obejrzeć TUTAJ - to zajęcia, które odbyły się z okazji Świąt Wielkanocnych w tym roku.
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Porozmawiajmy: Co robicie w grudniu?
Oczywiście nadal jeszcze nie wiem jak będzie wyglądać nasze rozplanowanie salowo-grupowe od stycznia przyszłego roku - tego dowiem się w listopadzie, ale w ogóle nie przeszkadza mi to w zastanawianiu się nad tym co będzie w grudniu... A w grudniu planujemy przedstawienie!
Zapewne nie jest to dla Was - nauczycieli i rodziców - nic nowego. Przedstawienia bożonarodzeniowe to w zasadzie chleb codzienny... No - może cogrudniowy. Dla nas jednak będzie to pierwszy raz.
Tak naprawdę szkółka w naszym kościele na pełnych obrotach istnieje od roku. dwa lata wcześniej dzieci była garstka, a nauczycielki dwie na krzyż, a rok wcześniej dzieci się wprawdzie namnożyło, ale nauczycielek niekoniecznie, więc zajęcia dla dzieci obywały się co dwa tygodnie. Dopiero w roku szkolnym 2014/2015 zaczęło to funkcjonować sprawnie i w pełnym wymiarze. Co za tym idzie nasze dzieci nie mają jeszcze w programie tego wszystkiego co mają dzieci z kościołów o wieloletniej szkółkowej tradycji. Między innymi - nie robiły nigdy przedstawienia gwiazdkowego.
W zeszłym roku dzieci, symbolicznie przebrane za pasterzy i aniołki, zaśpiewały przed cały Kościołem jedną kolędę. Było to - jak na ich nieduży wiek i zerowe doświadczenie - niemałym osiągnięciem:
Widzicie, że przeważają maluszki, więc ciężko byłoby nauczyć ich tekstu, który mają wygłosić na forum.
Teraz dzieci są większe. Bardziej śmiałe i bardziej wygadane. Mam więc nadzieję, że uda nam się - przy odpowiedniej dawce prób - zorganizować i pokazać całego Kościołowi prawdziwą sztukę. Co planujemy? Przedstawienie oparte na tekście z Ewangelii Łukasza. I własnie do tego zmierzałam przez cały czas...
Zapewne nie jest to dla Was - nauczycieli i rodziców - nic nowego. Przedstawienia bożonarodzeniowe to w zasadzie chleb codzienny... No - może cogrudniowy. Dla nas jednak będzie to pierwszy raz.
Tak naprawdę szkółka w naszym kościele na pełnych obrotach istnieje od roku. dwa lata wcześniej dzieci była garstka, a nauczycielki dwie na krzyż, a rok wcześniej dzieci się wprawdzie namnożyło, ale nauczycielek niekoniecznie, więc zajęcia dla dzieci obywały się co dwa tygodnie. Dopiero w roku szkolnym 2014/2015 zaczęło to funkcjonować sprawnie i w pełnym wymiarze. Co za tym idzie nasze dzieci nie mają jeszcze w programie tego wszystkiego co mają dzieci z kościołów o wieloletniej szkółkowej tradycji. Między innymi - nie robiły nigdy przedstawienia gwiazdkowego.
W zeszłym roku dzieci, symbolicznie przebrane za pasterzy i aniołki, zaśpiewały przed cały Kościołem jedną kolędę. Było to - jak na ich nieduży wiek i zerowe doświadczenie - niemałym osiągnięciem:
Widzicie, że przeważają maluszki, więc ciężko byłoby nauczyć ich tekstu, który mają wygłosić na forum.
Teraz dzieci są większe. Bardziej śmiałe i bardziej wygadane. Mam więc nadzieję, że uda nam się - przy odpowiedniej dawce prób - zorganizować i pokazać całego Kościołowi prawdziwą sztukę. Co planujemy? Przedstawienie oparte na tekście z Ewangelii Łukasza. I własnie do tego zmierzałam przez cały czas...
5 dowodów na wyższość tekstu biblijnego nad jakąkolwiek sztuką teatralną
(oczywiście przedstawianą w Kościele)
- Dzieci obcują ze Słowem Bożym. Tego wciąż, nawet w Kościołach, jest zbyt mało. Czytają na zajęciach - z wiadomych powodów - dzieci starsze. Młodszym dzieciom historie opowiadamy. I nie ma w tym nic złego. Ale w przypadku prostej, napisanej zrozumiałym językiem historii, do tego jeszcze dobrze znanej - czemu, nawet jeśli mamy do czynienia z maluchami - nie sięgnąć po "prawdziwą" Biblię?
- Jest łatwiej. Nie ukrywajmy, dla niewielu z nas, nauczycieli szkółek niedzielnych, jest to praca, a nie służba. A nawet jeśli tak się zdarzy - nigdy nie jest to nasze jedyne zajęcie. Jest praca zawodowa, a nawet jeśli jej nie ma to jest dom, mąż, dzieci albo szkoła czy studia. Na szkółkę nie możemy poświęcić całego naszego czasu. A przygotowanie takiego przedstawienia gwiazdkowego jest czasochłonne: bo scenografia, bo kostiumy, bo teksty wydrukować i rozdać, bo kolędy nauczyć, bo próby z dziećmi przeprowadzać... Kiedy w ramach naszej sztuki zaangażujemy narratora czytającego tekst z Biblii i nauczymy dzieci pojedynczych kwestii i konkretnych zachowań na scenie (tu wchodzicie, tu mówisz, teraz śpiewamy) będzie prościej i dla nich, i dla Was. I nikt nie będzie musiał poświęcać dodatkowego czasu na napisanie tekstu przedstawienia, bo ten tekst jest już od dwóch tysięcy lat gotowy!
- Scenariusz na pewno nie będzie grafomański. No bo chyba nikt nie powie, że Ewangelia Łukasza to grafomaństwo? Wprawdzie był on lekarzem, ale pisanie też mu szło nieźle. No, a w przypadku sztuk pisanych na zapotrzebowanie szkółki niedzielnej może być różnie - być może mamy szczęście i jakąś taką ciocię w zborze, która jest uzdolniona literacko. Ale jak nie mamy i tylko nie mówimy chętnej cioci, że jej tekst nam zgrzyta, żeby jej przykro nie było? Mając za sobą autorytet Słowa Bożego nie musimy sprawiać cioci przykrości.
- Na pewno nikt nie będzie zgorszony ani urażony. Pamiętam jeszcze te czasy, kiedy w Kościele Zielonoświątkowym nie można było śpiewać kolęd, bo to katolickie. Szczęśliwie już się od tego odchodzi i skupiamy się w kontaktach z innymi kościołami na tym co nas łączy a nie na tym co nas dzieli. Teks Ewangelii łączy. Na takie przedstawienie można zaprosić i ciocię chodzącą do Prostaczków i wujka księdza, a także całe rzesze znajomych należących do innych wyznań chrześcijańskich, ku wzajemnemu zbudowaniu.
- Słowo Boże staje się codziennością. Nie ukrywajmy, czasem ciężko jest sięgnąć nam po Biblię. W momencie, kiedy przygotowujemy przedstawienie oparte na tekście biblijnym, czytamy go tyle razy, że utrwala się on w naszym umyśle i znajduje drogę do serca. Jasne, że przygotowując każde przedstawienie o biblijnej tematyce automatycznie żyjemy Biblią i opisanymi tam wydarzeniami, ale życie konkretnymi słowami - to jest dopiero coś!
Wiem, wiem, że jest dopiero sierpień... Ale pamiętajcie, że na dobrze przygotowane przedstawienie potrzeba czasu. A tego zawsze nam brakuje... Więc może warto pomyśleć o tym już teraz, by na później mieć już gotowy plan i tylko go zrealizować, zamiast wpadać w panikę, bo nie mamy żadnego pomysłu? Polecam :)
środa, 1 kwietnia 2015
Fotorelacja: Szkółka Wielkanocna
W Londynie komunikacja miejsca stoi na naprawdę wysokim poziomie. W zasadzie w obrębie trzech pierwszych stref jesteś w stanie dojechać wszędzie w ciągu godziny. Powyżej czwartej strefy należy dodać czas, który potrzebny jest na dojazd do centrum, ale aż do strefy piątej nie zajmuje on dłużej niż pół godziny, bo albo dojeżdża metro, albo pociągi które są naprawdę szybkie i jeżdżą często. Między innymi dlatego możemy pozwolić sobie na to by co niedzielę jeździć do kościoła oddalonego od nas o pięć stref (my mieszkamy w czwartej, nasz kościół na Ealing Broadway jest w trzeciej, więc - czwarta do trzeciej, trzecia do drugiej, druga do pierwszej, pierwsza do drugiej, druga do trzeciej) - zajmuje nam to półtorej godziny, ale idzie dość sprawnie.
Zazwyczaj.
Bo czasem przychodzą nawet w Londynie takie dni, kiedy lepiej jest nie wychodzić z domu alej niż na spacer do pobliskiego parku albo do własnego samochodu. Pierwszy z tych dni to 25 grudnia, kiedy nie jeździ kompletnie nic, a ekrany na przystankach zamiast rozkładu jazdy wyświetlają "Merry Christmas". Drugi to Wielkanoc.
Z tej przyczyny w Wielkanoc, choć to najważniejsze chrześcijańskie święto, nigdy nie ma nas na nabożeństwie. I z tej przyczyny szkółka okolicznościowa odbywa się zawsze w Niedzielę Palmową. I tak też było w tym roku, a ponieważ była to szkółka z fajerwerkami, to zapraszam na fotorelację i opis - być może przyda się Wam coś z tego na zajęcia w najbliższą niedzielę:
Na koniec dzieci z żółtych klocków budowały pałac dla Pana Jezusa, który przecież teraz króluje z Niebie. A do domu dostały dzienniczki z modlitwą na cały tydzień - każdego dnia poruszany jest jeden temat i każdy z nich ma dopasowany kolorowy cukierek**:
Zazwyczaj.
Bo czasem przychodzą nawet w Londynie takie dni, kiedy lepiej jest nie wychodzić z domu alej niż na spacer do pobliskiego parku albo do własnego samochodu. Pierwszy z tych dni to 25 grudnia, kiedy nie jeździ kompletnie nic, a ekrany na przystankach zamiast rozkładu jazdy wyświetlają "Merry Christmas". Drugi to Wielkanoc.
Z tej przyczyny w Wielkanoc, choć to najważniejsze chrześcijańskie święto, nigdy nie ma nas na nabożeństwie. I z tej przyczyny szkółka okolicznościowa odbywa się zawsze w Niedzielę Palmową. I tak też było w tym roku, a ponieważ była to szkółka z fajerwerkami, to zapraszam na fotorelację i opis - być może przyda się Wam coś z tego na zajęcia w najbliższą niedzielę:
| Palmowe liście czekają na dzieci. Potem, już po szkółce, dzięki nim prowadzący nabożeństwo przypomniał sobie, że to przecież Niedziela Palmowa! |
| Machamy palmowymi liśćmi i wołamy "Hosanna"! Moja chusta wylądowała na ziemi, żeby osiołek, na którym jechał Pan Jezus nie skaleczył nóg o kamienie :) |
Następna była ostatnia wieczerza... |
| A zaraz po niej wybraliśmy się do ogrodu Getsemane, gdzie czekał precel symbolizujący modlitwę* i łańcuch, który miał obrazować pojmanie Jezusa. |
Tomek zagrał w scenie aresztowanie Jezusa... |
No i dotarliśmy do krzyża. Z pomocą dzieci wypisałam grzechy czarnym markerem, a potem zamazałam je na czerwono. Był też czas przeznaczony na modlitwę. |
Potem otwarliśmy grób - i wiecie co się okazało? Że jest pusty! |
- W poniedziałek dzieci dziękują za to, że Bóg stworzył piękny świat. (zielony)
- We wtorek przepraszają Boga za swoje grzechy. (czarny)
- W środę dziękują za Bożą miłość i przelaną krew Jezusa (czerwony)
- W czwartek za te, że grzechy są przebaczone dzięki tej krwi. (biały)
- W piątek dziękują za zmartwychwstanie. (żółty)
- W sobotę proszą o prowadzenie Ducha Świętego, po to by postępować dobrze i nie grzeszyć. (pomarańczowy)
- W niedzielę dziękują za to, że Jezus przygotowuje im mieszkanie w Niebie. (niebieski)
Mam nadzieję, że tak wyposażone, w wiedzę na temat historii Wielkiejnocy i przewodnik modlitewny rozłożony na cały tydzień, zapamiętają z tych świąt coś więcej niż czekoladowe zajączki...
_____________________
* Tego, że precel jest symbolem modlitwy dowiedziałam się z Wikipedii. A zajrzałam tam dlatego, że przy szukaniu inspiracji na to jak zobrazować wydarzenia z ogrodu Getsemane na pintereście co i raz mi ten precel wyskakiwał. Legenda o preclu jest bardzo ładna, polecam przeczytać.
** Cukierkowa modlitwa to moja interpretacja angielskiego wierszyka, zmieniona do własnych potrzeb, skrócona z 12 elementów do 7 i niestety, nierymowana. Ale jak ktoś chce tekst modlitwy, który napisałam dzieciom w tych dzienniczkach, które dostały to chętnie prześlę, tylko podajcie maila,
wtorek, 17 marca 2015
Pomysł na: Wizualne przedstawienie Trójcy Swietej
Trójca Święta to jeden z najtrudniejszych do zrozumienia dogmatów... A przy tym obecny jest w każdym chrześcijańskim kościele: od katolickiego, przez ewangelicki, aż po charyzmatyczne jak zielonoświątkowy czy Kościół Boży w Chrystusie. I W każdym z tych kościołów są dzieci, którym trzeba ten dogmat wytłumaczyć i dorośli, którzy albo sami nie bardzo go pojmuja i przyjmują po prostu na wiarę, ale może i rozumieją ale nie wiedzą jak przekazać to maluchom, które niczego nie pozwalają wytłumaczyć stwierdzeniem "bo tak jest".
W ciągu swojej służby spotkałam się z różnymi sposobami na to jak można przekazać dzieciom tę prawdę. Poniżej trzy, moim zdaniem najlepsze sposoby:
1. Trójkąt
Prosta rzecz, a działa. Wystarczą trzy patyczki, każdy na jedną osobę boską. Patyczki każde dziecko może opisać, a potem skleić i jedną figurę, symbolizujaca Trójce.
2. Koniczyna
Oczywiście nie czterolistna! Zwyczajna, z trzema listkami. Dziś w Irlandii obchodzony jest Dzień św. Patryka. Misjonarz ten przy pomocy kończyny właśnie wyjaśnił dogmat o Trójcy Świętej żyjącym tam w V wieku celtom. W zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie, by również na szkółce opowiadać o misjonarzach, a Patryk może być dobrym materiałem na lekcję!
![]() |
| To nasza koniczynka, którą zrobiliśmy z dziećmi dziś, właśnie z okazji Dnia Świętego Patryka :) |
3. Świece.
Potrzebne są trzy, zapalone. Każda z nich to inna osoba Trójcy. Świeca symbolizuje ciało, a płomień ducha -przynajmniej tak trzeba to wytłumaczyć dzieciom, na zasadzie podobienstwa do nich samych. W kulminacyjnym punkcie wyjaśniania łączymy plomienie świec tak, żeby powstał jeden. Tym sposobem mamy jednego ducha, który może objawić się pod trzema różnymi postaciami.
Macie jeszcze inne pomysły jak można wyjaśnić dzieciom te zawiłości?
poniedziałek, 14 lipca 2014
Pomysł na: Przeżywanie historii razem z dziećmi
O tym, że "zwykłe" opowiadanie historii jest nudne, pisałam już niejednokrotnie :) Staram się podsyłać Wam pomysły, jak można to zrobić inaczej: pisałam już o budowaniu świata przedstawionego z elementów. Dziś chciałabym zająć się odgrywaniem historii razem z dziećmi.
Odgrywanie historii nie ma nic wspólnego z przedstawieniem/dramą/teatrzykiem. Chodzi tu raczej o to, żeby dziecko mogło przeżywać to samo (oczywiście na mniejszą skalę...) co przeżywali bohaterowie historii. Dziecko nie jest aktorem, ale odwiedza miejsca (stworzone za pomocą symbolicznej scenografii) i wykonuje te czynności, które występują w opowieści. To wzbudza w dziecku emocje, historia jest dynamiczna, a dziecko podekscytowane, a to z kolei sprzyja zapamiętaniu.
Dobrymi historiami na takie zajęcia będą "opowieści drogi". Wszędzie tam gdzie bohaterowie wędrują i mają do spełnienia jakieś zadania więc na przykład:
- Abraham,
- Jakub,
- Józef (patriarcha)
- Mojżesz (wyjście z Egiptu),
- Eliasz,
- Jonasz,
- Jezus (np. wjazd do Jerozolimy i wydarzenia w świątyni, ale tu raczej wcielamy się w ludzi go witających)
- Paweł.
Wczoraj wykorzystałam tę metodę przy szkółce o Jonaszu. Jonasz w ogóle jest moim ulubionym bohaterem i bardzo lubię opowiadać o nim dzieciom. Historia ta ma wiele zastosowań: można wyciągnąć z niej prawdę o posłuszeństwu Bogu, o tym, że Bóg jest wszędzie i zawsze nas słyszy, że jest łaskawy i zawsze przebacza winy, których żałujemy, można odnieść tę historię do zmartwychwstania Pana Jezusa (Jonasz był w brzuchu ryby trzy dni, to prawie tak jakby umarł) lub tak jak ja zrobiłam: historią o Jonaszu zainspirowałam dzieci do modlitwy o nasze miasto - Londyn.
Przygotowanie
Samo przygotowanie do opowiadania historii metodą odgrywania jest dość proste: nie potrzebujemy obrazków, skomplikowanych pomocy, ani nic trudno dostępnego. Potrzebujemy sprzętów dostępnych na codzień i trochę wyobraźni.
W sali, w której odbywają się zajęcia należy ustawić kilka stacji. W przypadku Jonasza będą to:
- dom Jonasza (na przykład kontur z taśmy malarskiej przyklejony na ścianie) - opcjonalnie,
- statek (skrzynia, kanapa, wielki karton. W wersji luksusowej maszt z kija od miotły i żagiel z ręcznika),
- wielka ryba (stół przykryty ciemną narzutą),
- Niniwa (zbudowana z klocków lub namalowany duży plakat przedstawiający miasto) - opcjonalnie.
Najważniejszymi punktami są oczywiście statek i ryba, choć wczoraj dzieci były niepocieszone, że nie zbudowałam miasta...
Jak opowiadać?
Dynamicznie! To podstawowa cecha tej metody. Podczas opowiadania dzieci cały czas się przemieszczają i wykonują to co robił Jonasz.
Zaczynamy w domu. Dzieci nasłuchują tak jak Jonasz głosu Boga. Potem udają, że się przestraszyły iwreszcie razem wędrujecie na statek.
Na statku Jonasz (i dzieci) zasypia, a dookoła trwa burza. Fale będzie udawać niebieska chustka, którą opowiadający macha "zalewając" statek. Później dzieci zostają tak jak Jonasz wyrzucone za burtę - na podłogę, gdzie udają pływanie, a opowiadający otwiera pysk wielkiej ryby, czyli odsłania jedną część narzuty przykrywającej stół, a dzieci wpływają do środka.
W brzuchu ryby jest ciemno i śmierdzi rybami. Ciemność załatwia nam narzuta, żeby śmierdziało dajemy dzieciom do powąchania rybę - na przykład przynosimy puszkę tuńczyka (lepiej przełożyć do pudełeczka, żeby nikt się nie skaleczył).
Po modlitwie Jonasza ryba nas wypluwa, czyli wychodzimy na zewnątrz i maszerujemy (w kółko, żeby było trochę dłużej) aż do Niniwy, gdzie ogłaszamy Boże Słowo. Mówimy dzieciom co zrobili mieszkańcy Niniwy i na tym historię możemy zakończyć.
Jeśli chcemy opowiedzieć jeszcze co stało się dalej (proponuję to raczej zostawić dla trochę starszych dzieci, nie dla trzylatków, bo może być za dużo. Tak od pięciu wzwyż.) musimy uszykować jeszcze liść - na przykład papierowy (to krzew rycynusowy) i robaka (oczywiście nie żywego, sztucznego), ewentualnie szałas dla Jonasza. No i postępujemy dokładnie tak jak wcześniej: budujemy z Jonaszem szałas, wyrasta krzew, potem jak Jonasz idzie spać robak krzew podgryza i roślina usycha.*
Jeśli chcecie tak jak ja wykorzystać tę historię do modlitwy o miasto, w którym mieszkacie proponuję przynieść na zajęcia jeszcze mapę/plan miasta i jakieś pocztówki lub zdjęcia przedstawiające miejsca w waszym mieście. Mapę rozłóżcie na podłodze i poukładajcie pocztówki w odpowiednich miejscach. Pokaż też dzieciom gdzie znajduje się wasz kościół i gdzie mieszkają jeśli ty wiesz lub oni wiedzą. Potem połóżcie wszyscy ręce na mapie i pomódlcie się. W przypadku młodszych dzieci dobrze sprawdza się jeśli modli się prowadzący a dzieci powtarzają. Pamiętajmy tylko, że ta modlitwa musi być prosta, żeby dzieci ją zrozumiały.
Jeśli zechcesz wykorzystać mój scenariusz pamiętaj, że potrzebne jest jeszcze coś co dzieci zabierają do domu, jakaś praca plastyczna. Oto moje propozycje:
Przy ostatniej pracy oczywiście zamiast monety wsadzamy Jonasza :)
Mam nadzieję, że te informacje się Wam przydadzą, mimo, że zaczęły się już wakacje. Ale może macie swoje foldery z pomysłami? Zawsze możecie to tam wrzucić!
______________________
*Wersja z krzewem i robakiem daje nam więcej możliwości później - możemy opowiedzieć dzieciom, że Bóg może użyć każdego, nawet małego robaka. Możemy nauczyć ich piosenki o małym żuczku/małych wróbelkach. Wreszcie - możemy przynieść na szkółkę żelkowe robaki i poczęstować dzieci.
Odgrywanie historii nie ma nic wspólnego z przedstawieniem/dramą/teatrzykiem. Chodzi tu raczej o to, żeby dziecko mogło przeżywać to samo (oczywiście na mniejszą skalę...) co przeżywali bohaterowie historii. Dziecko nie jest aktorem, ale odwiedza miejsca (stworzone za pomocą symbolicznej scenografii) i wykonuje te czynności, które występują w opowieści. To wzbudza w dziecku emocje, historia jest dynamiczna, a dziecko podekscytowane, a to z kolei sprzyja zapamiętaniu.
Dobrymi historiami na takie zajęcia będą "opowieści drogi". Wszędzie tam gdzie bohaterowie wędrują i mają do spełnienia jakieś zadania więc na przykład:
- Abraham,
- Jakub,
- Józef (patriarcha)
- Mojżesz (wyjście z Egiptu),
- Eliasz,
- Jonasz,
- Jezus (np. wjazd do Jerozolimy i wydarzenia w świątyni, ale tu raczej wcielamy się w ludzi go witających)
- Paweł.
Wczoraj wykorzystałam tę metodę przy szkółce o Jonaszu. Jonasz w ogóle jest moim ulubionym bohaterem i bardzo lubię opowiadać o nim dzieciom. Historia ta ma wiele zastosowań: można wyciągnąć z niej prawdę o posłuszeństwu Bogu, o tym, że Bóg jest wszędzie i zawsze nas słyszy, że jest łaskawy i zawsze przebacza winy, których żałujemy, można odnieść tę historię do zmartwychwstania Pana Jezusa (Jonasz był w brzuchu ryby trzy dni, to prawie tak jakby umarł) lub tak jak ja zrobiłam: historią o Jonaszu zainspirowałam dzieci do modlitwy o nasze miasto - Londyn.
Przygotowanie
Samo przygotowanie do opowiadania historii metodą odgrywania jest dość proste: nie potrzebujemy obrazków, skomplikowanych pomocy, ani nic trudno dostępnego. Potrzebujemy sprzętów dostępnych na codzień i trochę wyobraźni.
W sali, w której odbywają się zajęcia należy ustawić kilka stacji. W przypadku Jonasza będą to:
- dom Jonasza (na przykład kontur z taśmy malarskiej przyklejony na ścianie) - opcjonalnie,
- statek (skrzynia, kanapa, wielki karton. W wersji luksusowej maszt z kija od miotły i żagiel z ręcznika),
- wielka ryba (stół przykryty ciemną narzutą),
- Niniwa (zbudowana z klocków lub namalowany duży plakat przedstawiający miasto) - opcjonalnie.
Najważniejszymi punktami są oczywiście statek i ryba, choć wczoraj dzieci były niepocieszone, że nie zbudowałam miasta...
Jak opowiadać?
Dynamicznie! To podstawowa cecha tej metody. Podczas opowiadania dzieci cały czas się przemieszczają i wykonują to co robił Jonasz.
Zaczynamy w domu. Dzieci nasłuchują tak jak Jonasz głosu Boga. Potem udają, że się przestraszyły iwreszcie razem wędrujecie na statek.
Na statku Jonasz (i dzieci) zasypia, a dookoła trwa burza. Fale będzie udawać niebieska chustka, którą opowiadający macha "zalewając" statek. Później dzieci zostają tak jak Jonasz wyrzucone za burtę - na podłogę, gdzie udają pływanie, a opowiadający otwiera pysk wielkiej ryby, czyli odsłania jedną część narzuty przykrywającej stół, a dzieci wpływają do środka.
W brzuchu ryby jest ciemno i śmierdzi rybami. Ciemność załatwia nam narzuta, żeby śmierdziało dajemy dzieciom do powąchania rybę - na przykład przynosimy puszkę tuńczyka (lepiej przełożyć do pudełeczka, żeby nikt się nie skaleczył).
Po modlitwie Jonasza ryba nas wypluwa, czyli wychodzimy na zewnątrz i maszerujemy (w kółko, żeby było trochę dłużej) aż do Niniwy, gdzie ogłaszamy Boże Słowo. Mówimy dzieciom co zrobili mieszkańcy Niniwy i na tym historię możemy zakończyć.
Jeśli chcemy opowiedzieć jeszcze co stało się dalej (proponuję to raczej zostawić dla trochę starszych dzieci, nie dla trzylatków, bo może być za dużo. Tak od pięciu wzwyż.) musimy uszykować jeszcze liść - na przykład papierowy (to krzew rycynusowy) i robaka (oczywiście nie żywego, sztucznego), ewentualnie szałas dla Jonasza. No i postępujemy dokładnie tak jak wcześniej: budujemy z Jonaszem szałas, wyrasta krzew, potem jak Jonasz idzie spać robak krzew podgryza i roślina usycha.*
Jeśli chcecie tak jak ja wykorzystać tę historię do modlitwy o miasto, w którym mieszkacie proponuję przynieść na zajęcia jeszcze mapę/plan miasta i jakieś pocztówki lub zdjęcia przedstawiające miejsca w waszym mieście. Mapę rozłóżcie na podłodze i poukładajcie pocztówki w odpowiednich miejscach. Pokaż też dzieciom gdzie znajduje się wasz kościół i gdzie mieszkają jeśli ty wiesz lub oni wiedzą. Potem połóżcie wszyscy ręce na mapie i pomódlcie się. W przypadku młodszych dzieci dobrze sprawdza się jeśli modli się prowadzący a dzieci powtarzają. Pamiętajmy tylko, że ta modlitwa musi być prosta, żeby dzieci ją zrozumiały.
Jeśli zechcesz wykorzystać mój scenariusz pamiętaj, że potrzebne jest jeszcze coś co dzieci zabierają do domu, jakaś praca plastyczna. Oto moje propozycje:
| Źródło |
| Źródło |
Mam nadzieję, że te informacje się Wam przydadzą, mimo, że zaczęły się już wakacje. Ale może macie swoje foldery z pomysłami? Zawsze możecie to tam wrzucić!
______________________
*Wersja z krzewem i robakiem daje nam więcej możliwości później - możemy opowiedzieć dzieciom, że Bóg może użyć każdego, nawet małego robaka. Możemy nauczyć ich piosenki o małym żuczku/małych wróbelkach. Wreszcie - możemy przynieść na szkółkę żelkowe robaki i poczęstować dzieci.
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Pomysł na: Co na nowy rok?
Prawdopodobnie większość z Was, tu zaglądających, jeśli prowadzi jakieś zajęcia biblijne, korzysta z podręczników i gotowych programów. Ale może zdarzy się tu ktoś, kto gotowej książki nie używa, bo albo nie posiada, albo nie odpowiadają mu proponowane programy.
Ja do takich osób należę. Myślę, że jest to specyficzne przy prowadzeniu maluchów - nie znalazłam, jeszcze programu dla maluchów, który idealnie by mi odpowiadał. Najczęściej podpieram się kilkoma książkami, z których wyciągam co mi pasuje do lekcji, a tematy biorę bezpośrednio z Biblii, przedstawiając ją dzieciom chronologicznie. Dla osób stosujących podobny system jest ten post.
Cały miniony rok omawialiśmy Stary Testament (jeszcze kilka tematów pozostało, w Wielkiej Brytanii rok szkolny trwa aż do drugiej połowy lipca.). Począwszy od stworzenia świata, przez patriarchów, sędziów, wybranych królów i proroków. Ponieważ dla "moich" dzieci był to pierwszy rok nauki, miało to na celu przybliżenie im biblijnego świata przedstawionego i realiów.
W przyszłym roku szkolnym chciałabym zająć się z dziećmi Nowym Testamentem i osobą Jezusa. W związku z tym opracowałam wczoraj (z niewielką pomocą moich rodziców, wieloletnich nauczycieli szkółek niedzielnych) roczny plan tematów, którym chciałam się z Wami podzielić.
Zaczęłam od tego, że podzieliłam rok szkolny na trzy okresy i przypisałam im zbiory tematów:
I. Od września do grudnia, do świąt Bożego Narodzenia - tematy: co doprowadziło do przyjścia Jezusa na świat i Boże Narodzenie.
II. Od stycznia do 5 kwietnia, do Wielkanocy - tematy: życie, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa.
III. Od kwietnia do lipca (u nas dłuższy rok szkolny) - nauki Jezusa i jego uczniów.
Później policzyłam ile niedzieli przypada na jaki okres. Liczyłam tylko 3/4 niedzieli z tego względu, że do września wprowadzamy jedną niedzielę w miesiącu nieszkółkową, która ma zaangażować rodziców do opieki nad dziećmi. Poza tym, myślę, że układ mnieszej ilości zaplanowanych zajęć niweluje nam niebezpieczeństwo, że Boże Narodzenie według programu wypadnie nam w okolicy lutego, kiedy jakieś zajęcia się nie odbędą, wyskoczą jakieś niespodziewane okoliczności typu konferencja w kościele albo brak dzieci na szkółce. Przy programach opracowanych na styk, czasem się tak zdarza - mnie się zdarzało. Ale wracając do ilości niedziel - wyszło mi kolejno:
I. 12 niedzieli plus niedziela okołoświąteczna.
II. 10 niedzieli plus Wielkanoc.
III. 5 niedzieli przed Zielonymi Świątkami, Zielone Świątki i 6 niedzieli do wakacji.
I. Na początek pierwszego okresu zaplanowałam tematy przypominające to, czego dzieci nauczyły się w poprzednim roku i jednocześnie wprowadzające ważne kwestie odnoszące są do Jezusa.
- Stworzenie świata.
- Upadek pierwszych ludzi (grzech).
- Arka Noego (obmycie z grzechu).
- Abraham (naród wybrany).
- Ofiara za grzechy (na podstawie kilku wybranych historii ze Starego Testamentu).
- Prorocy opowiadają o Zbawicielu (na podstawie wybranych postaci).
W okolicy drugiej połowy października zajmiemy się już Nowym Testamentem. Na samo narodzenie Jezusa składa się kilka historii, które dadzą nam czas na to, by przybliżyć dzieciom to ważne wydarzenie, przygotować je do świąt i - być może - dać im czas, by nauczyły się dobrze jakiejś kolędy, by mogły wystąpić w czasie Bożego Narodzenia przed rodzicami. Małe dzieci potrzebują na to dużo czasu, żeby się nie stresować. następne sześć lekcji będzie więc wyglądać mniej więcej tak:
- Zapowiedź i narodziny Jana Chrzciciela.
- Anioł zwiastuje Marii.
- Narodzenie Jezusa i przyjście pastuszków do stajenki.
- Mędrcy ze wschodu.
- Ucieczka do Egiptu.
- Mały Jezus w świątyni.
Później następuje niedziela świąteczna, podczas której powtarzamy całą historię o narodzeniu Pana Jezusa, ostatnie 5 lekcji.
II. Kiedy w styczniu, po świętach, dzieci wracają do nauki, czekają ich niesamowite historie o tym, co robił Pan Jezus gdy był na ziemi. Tematami będą w tym okresie:
- Chrzest Jezusa.
- Powołanie pierwszych uczniów.
- Uzdrowienie trędowatego.
- Uciszenie burzy.
- Córka Jaira.
- Nakarmienie pięciu tysięcy.
- Uzdrowienie głuchoniemego i niewidomego.
- Jezus i dzieci.
- Zacheusz.
- Wjazd Jezusa do Jerozolimy - w Niedzielę Palmową.
Na szkółce Wielkanocnej przedstawiamy dzieciom historię śmierci u zmartwychwstania, która to szkółka powinna być jednocześnie ewangelizacją, bo nikt nie jest za mały, żeby przyjąć Jezusa do swojego serca.
III. W trzecim okresie roku skupimy się na tym, czego uczył Jezus i na pierwszym kościele. I znów podzieliłam to na dwie części. Pierwsza to przypowieści:
- Podobieństwo o siewcy.
- Miłosierny samarytanin.
- Nie troszczcie się.
- Dobry pasterz.
- Syn marnotrawny.
Momentem przełomowym są Zielone Świątki, które w przyszłym roku przypadają na 24 maja. W ten dzień, żeby zachować utrzymywaną przez cały rok zbieżność z kalendarzem, najlepiej opowiedzieć dzieciom o zesłaniu Ducha Świętego. Po Zielonych Świątkach można zacząć wprowadzać lekcje dotyczące pierwszych chrześcijan i nauk zawartych w listach. Ja proponuję następujące tematy:
- Uzdrowienie chromego w bramie świątyni.
- Ananiasz i Safira.
- Piotr w więzieniu.
- Paweł - nawrócenie i misja.
- Owoce Ducha Świętego.
- Chrześcijańska zbroja.
Ustalony przeze mnie program zawiera jednocześnie:
- nawiązanie do tego, czego dzieci już się uczyły,
- Ewangelię i ewangelizację "w pigułce",
- zbieżność z kalendarzem, a co za tym idzie kompatybilność przyswajania i przeżywania historii na zajęciach i zdarzeń w codziennym życiu.
A Wy, co o tym sądzicie?
czwartek, 19 czerwca 2014
Pomysł na: Czy wszyscy muszą robić to samo?
Czwartek jest, niedziela i szkółka zbliża się wielkimi krokami, trzeba się przygotować!
A ja ostatnio, zafascynowana pedagogiką Montessori (Syn w przedszkolu od tygodnia!), zastanawiam się nad tym, czy szkółka zawsze musi wyglądać tak samo... Tak samo w sensie schematu: modlitwa - historia - piosenka - praca plastyczna - zabawa. Wszyscy wszystko razem. A gdyby tak zaczerpnąć właśnie z metod Montessori i wprowadzić na zajęciach biblijnych pracę własną?
W mojej głowie rodzi się pomysł podobny do interaktywnego muzeum. W takim muzeum, zwiedzając z przewodnikiem, dowiadujemy się najpierw podstawowych informacji na dany temat, a potem, na własną rękę go zgłębiamy, przy pomocy dostępnych materiałów, doświadczeń i eksperymentów. Podobnie jest w przedszkolu mojego syna i to się sprawdza! Sama widziałam, jak moje nadruchliwe dziecko siedzi z chłopczykiem przy stoliku i na zmianę wałkują ciastolinę a potem wycinają z niej foremkami cyferki.
Więc gdyby tak przygotować salę przed zajęciami: poustawiać stoliku, foteliki i inne stanowiska pracy pod ścianami, a na środku zostawić puste miejsce, a którym na początku lekcji dzieci spotykałyby sie z przewodnikiem-nauczycielem. Na każdym stanowisku czekałoby na dzieci coś innego, ciekawego...
Może zilustruję to przykładem historii o królu Jozjaszu (bo ten temat przygotowuję na najbliższą niedzielę):
1) Na początku, na środku sali, zapraszamy dzieci do modlitwy, a potem opowiadamy historię o Jozjaszu, ilustrując ją obrazkami/flanelografem/czym tam mamy. To opowieść bardzo dobrze ilustrująca zasadność dziesięciny, więc warto o tym wspomnieć.
2) Oprowadzamy dzieci po kącikach tematycznych i instruujemy je, co mogą tu robić. Do tego tematu proponuję następujące stanowiska:
- wygodne siedzisko, przy którym dostępna będzie książka lub obrazki, przy pomocy których ciocia opowiadała historię. Jeśli książka zawiera też inne historie (jest to na przykład typowa Biblia dla dzieci z obrazkami), warto wybrane strony skserować w kolorze i włożyć do folderu/teczki/segregatora z koszulkami. Można też obrazki przykleić na długim kawałki papieru i zrobić zwój, żeby oddać klimat Biblii. Tutaj dziecko może przypomnieć sobie treść historii.
- plakat z namalowaną/wydrukowaną świątynią, na przykład taki:
| Źródło |
Przyda się po to, żeby dziecko mogło zobaczyć jak naprawdę wyglądała świątynia.
- Miejsce reperowania muru: na ścianie (dużym obszarze, ale nie wysoko) przyklej żółte karteczki samoprzylepne. Na niektórych narysuj pęknięcia. Zadaniem dzieci będzie znalezienie pękniętych "cegieł" i zastąpienie ich nowymi. Trzeba pamiętać by pęknięć było wystarczająco dużo w stosunku do dzieci :)
- Miejsce produkcji skrzyń-skarbonek. Przydadzą się do tego wytłoczki na sześć jajek z wyciętymi otworami i farby, mazaki, kredki.
- Mała Świątynia - miejsce wyciszenia, w którym jeśli dziecko chce, może porozmawiać z Bogiem. Przygotuj wysoki stół (tzn. nie dziecięcy, normalnej wysokości), nakryj go jasną tkaniną (prześcieradłem?), przypnij odpowiedni napis, a pod stołem zostaw kredki i kartki, być może dzieci będą chciały namalować swoją modlitwę?
- Tron małego króla - Jozjasz został królem gdy miał zaledwie 8 lat! Przygotuj tron z krzesła lub fotela i koronę, dzieci mogą na nim siadać i przymierzać koronę, ciekawe czy będą dosięgać nogami do podłogi?
Przy produkcji skarbonek i przy wymienianiu cegiełek przyda się asysta dorosłego. Warto też, jeśli na szkółce są przedszkolaki, żeby prócz nauczyciela był ktoś do pomocy.
3) Nauczyciel zajmuje strategiczne miejsce (tam gdzie będzie potrzebny :D), a dzieci zajmują się ty co akurat ich zainteresowało
Dlaczego uważam, że taka forma się sprawdzi? Dzieci pracują w różnym tempie, nawet jeśli są w jednym wieku, a co dopiero, kiedy mamy przedział wiekowy na przykład 3-6 lat. Kiedy jedno dziecko chciałoby jeszcze się pobawić, drugie wyrywa się do malowania, a trzecie chciałoby dokładniej obejrzeć obrazki, które były prezentowane podczas historii. Przy takiej formie, każde dziecko poświęca tyle czasu ile chce na taką formę, jaką sobie wybierze, a wszystko to w celu dobrego zapamiętania historii i głównej prawdy.
Ale to na razie tylko hipoteza. Myślę, że może być ciekawie i dlatego przeprowadzam taki eksperyment w najbliższą niedzielę. Kto podejmie wyzwanie ze mną?
piątek, 30 maja 2014
Pomysł na: Dzień Dziecka
W niedzielę wypada 1 czerwca, a to, jak wiadomo Dzień Dziecka. Warto to jakoś uczcić, również na szkółce niedzielnej.
Wiadomo - trochę słodkości, może jakieś drobiazgi dzieci zawsze z tej okazji dostają. A jak powiązać z Dzień Dziecka z Biblią? Myślę, że najlepszym pomysłem będzie szkółka poświęcona wydarzeniu z Ewangelii, kiedy to dorośli nie dopuszczali do Jezusa dzieci, a On powiedział im, że do dzieci właśnie będzie należeć Boże Królestwo. (Ewangelia Marka, rozdział 10.)
Ta historia to świetna okazja do opowiedzenia dzieciom, że Jezus je kocha. I to wszystkie - niezależnie od tego jak wyglądają i jak się zachowują. Można to zrobić w formie zabawy!
Przed zajęciami przygotowujemy:
- wędkę z patyka i sznurka, zakończoną magnesem,
- kilkanaście papierowych serduszek z napisami/rysunkami przedstawiającymi różne dzieci np. wesołe, smutne, zdenerwowane, niegrzeczne, grube, chude, wysokie, niskie, dzidziusia, chłopca, dziewczynkę itp.
- metalowe spinacze do papieru/agrafki, tyle samo ile serduszek.
Spinacze/agrafki mocujemy do serduszek, oczywiście.
Na zajęciach rozkładamy na podłodze serduszka tak, żeby nie było widać obrazków/napisów. Dzieci po kolei łowią serca na wędkę i odpowiadają na pytanie, czy Jezus kocha takie dziecko, które jest na wyciągniętym serduszku.
Często zaskoczeniem dla dzieci jest to, że Jezus kocha je nawet kiedy są zdenerwowane lub niegrzeczne...
A ponieważ ze szkółki warto coś zabrać, a zwykłe rysunki są nudne, proponuję zawieszkę z papierowego talerza, którą można też zamienić w koronę:
Na okrągłej ramce najlepiej napisać "Jezus mnie kocha!", a w serduszku każde dziecko może narysować siebie.
No i przydałaby się również piosenka... Może "Jezus kocha mnie, ja wiem"? Albo "Małego żuczka kocha Bóg" (są również wersje z małymi wróbelkami i mróweczkami...)? Znacie jakąś dziecięcą piosenkę o Bożej miłości?
wtorek, 13 maja 2014
Pomysł na: W majowych okolicznościach
Z czym Wam się kojarzy maj? Z bzem, konwaliami, kwitnącymi kasztanami? Z wolnymi dniami? Z maturami? W Kościele Katolickim maj to czas komunijny. A z okazji Pierwszej Komunii dzieci uczą się różnych kościelnych praw. My, protestanci, takich zwyczajów nie mamy, ale myślę, że przynajmniej jedno dzieci powinny znać na pamięć: dziesięć przykazań.
Dziesięć przykazań zazwyczaj sprawia trudność - tak dzieciom, jak i dorosłym. Kiedy ja byłam mała i chodziłam na szkółkę, to akurat dekalog wypadł nam na zajęciach z moim Tatą. Znalazł on gdzieś obrazki ilustrujące przykazania z wpisanym odpowiednim numerkiem. Dzięki tym obrazkom zapamiętałam przykazania wtedy i pamiętam do dziś, a to już będzie ze dwadzieścia lat :)
Te obrazki gdzieś przepadły. W sumie niektóre były dziwne (na przykład "nie cudzołóż" było pokazane jako faraon, do dziś nie wiem dlaczego...), więc nie jest to duża strata, ale postanowiłam odtworzyć samą ideę i narysowałam własne obrazki, kiedy według naszego programu mieliśmy szkółki o Mojżeszu. A teraz, ponieważ przyszedł maj i katolickie dzieci uczą się przykazań i innych rzeczy, postanowiłam się z Wami nimi podzielić*, żebyście wasze dzieci też mogły się łatwo i przyjemnie nauczyć:
I. Jam jest Pan, Bóg twój. Nie będziesz miał innych bogów obok mnie. (II Mojż. 20:2-3)
II. Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył. (II Mojż, 20:4-5)
III. Nie nadużywaj imienia Pana, Boga swojego. (II Mojż. 20:7)
IV. Pamiętaj o dniu sabatu, aby go święcić. (II Mojż. 20:8) - teraz powiemy raczej o dniu świętym.
V. Czcij ojca swego i matkę swoją, aby długo trwały twoje dni na ziemi, którą Pan, Bóg twój dał tobie. (II Mojż. 20:12)
VI. Nie zabijaj. (II Mojż. 20:13)
VII. Nie cudzołóż. (II Mojż. 20:14) - osobiście wolę dzieciom podawać wersję "nie zdradzaj", łatwiej przyswoić i łatwiej wytłumaczyć.
VIII. Nie kradnij. (II Mojż. 20:15)
IX. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. (II Mojż. 20:16) - czyli po prostu: nie kłam.
X. Nie pożądaj. (II Mojż. 20:17)
Przykazań możemy dzieci uczyć przy okazji opowiadania historii o Mojżeszu na górze Synaj, ale też używać ich jako prawd centralnych w całej serii szkółek, na przykład historia o Eliaszu i suszy będzie świetną ilustracją drugiego przykazania, a o Anianaszu i Safirze - dziewiątego. W ogóle bardzo polecam wszelkie szkółkowe wariacje na temat przykazań, bo dla dzieci (i dla dorosłych) są one ważne, pomagają uregulować świat wartości i prawa.
_______________________
* Wszystkie obrazki są mojego autorstwa i bardzo proszę przy jakimkolwiek udostępnianiu podawać źródło - pamiętajmy o ósmym przykazaniu!
Dziesięć przykazań zazwyczaj sprawia trudność - tak dzieciom, jak i dorosłym. Kiedy ja byłam mała i chodziłam na szkółkę, to akurat dekalog wypadł nam na zajęciach z moim Tatą. Znalazł on gdzieś obrazki ilustrujące przykazania z wpisanym odpowiednim numerkiem. Dzięki tym obrazkom zapamiętałam przykazania wtedy i pamiętam do dziś, a to już będzie ze dwadzieścia lat :)
Te obrazki gdzieś przepadły. W sumie niektóre były dziwne (na przykład "nie cudzołóż" było pokazane jako faraon, do dziś nie wiem dlaczego...), więc nie jest to duża strata, ale postanowiłam odtworzyć samą ideę i narysowałam własne obrazki, kiedy według naszego programu mieliśmy szkółki o Mojżeszu. A teraz, ponieważ przyszedł maj i katolickie dzieci uczą się przykazań i innych rzeczy, postanowiłam się z Wami nimi podzielić*, żebyście wasze dzieci też mogły się łatwo i przyjemnie nauczyć:
I. Jam jest Pan, Bóg twój. Nie będziesz miał innych bogów obok mnie. (II Mojż. 20:2-3)
II. Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył. (II Mojż, 20:4-5)
III. Nie nadużywaj imienia Pana, Boga swojego. (II Mojż. 20:7)
IV. Pamiętaj o dniu sabatu, aby go święcić. (II Mojż. 20:8) - teraz powiemy raczej o dniu świętym.
V. Czcij ojca swego i matkę swoją, aby długo trwały twoje dni na ziemi, którą Pan, Bóg twój dał tobie. (II Mojż. 20:12)
VI. Nie zabijaj. (II Mojż. 20:13)
VII. Nie cudzołóż. (II Mojż. 20:14) - osobiście wolę dzieciom podawać wersję "nie zdradzaj", łatwiej przyswoić i łatwiej wytłumaczyć.
VIII. Nie kradnij. (II Mojż. 20:15)
IX. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. (II Mojż. 20:16) - czyli po prostu: nie kłam.
X. Nie pożądaj. (II Mojż. 20:17)
Przykazań możemy dzieci uczyć przy okazji opowiadania historii o Mojżeszu na górze Synaj, ale też używać ich jako prawd centralnych w całej serii szkółek, na przykład historia o Eliaszu i suszy będzie świetną ilustracją drugiego przykazania, a o Anianaszu i Safirze - dziewiątego. W ogóle bardzo polecam wszelkie szkółkowe wariacje na temat przykazań, bo dla dzieci (i dla dorosłych) są one ważne, pomagają uregulować świat wartości i prawa.
_______________________
* Wszystkie obrazki są mojego autorstwa i bardzo proszę przy jakimkolwiek udostępnianiu podawać źródło - pamiętajmy o ósmym przykazaniu!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




.jpg)





















